Ameryka PółnocnaUSA

Akcja prawie deportacja

Lotnisko w Miami zapamiętam do końca życia!

Meksyk! Poleciałam tam z grupą znajomych, z którymi pracowałam na campie. Kiedy nadszedł dzień wyjazdu z Cancun każde z nas poleciało w inną stronę. Jedni do Kalifornii, kolejni do Nowego Jorku, a ja z koleżanką do Nowego Orleanu z pamiętną przesiadką w Miami.

Boarding. Wsiadamy. Lot trwał niecałe 2 godziny. Lądujemy. Jeszcze imigracyjni i oficjalnie znów jesteśmy w USA. W kolejce stałyśmy bardzo długo, a czas do kolejnego lotu zbliżał się wielkimi krokami. Nareszcie nasza kolej. Podałam mój paszport. Funkcjonariusz przejrzał mój dokument, pobrał odciski palców i popatrzył spode łba. Pyta –  a co tu właściwie robisz? Wytłumaczyłam, że byłam na programie work & travel, odpoczywałam w Meksyku, a teraz zamierzam kontynuować swoją podróż po USA. Urzędas stwierdził jednak, że moja wiza J1 nie uprawnia mnie do podróży po zakończonej pracy na campie. Powiedział, że podróżować mogłam jedynie podczas pracy na campie. Ciekawe w jaki sposób jak pracowałam?! Dodam, że wiza J1 to wiza dla uczestników wymian. Tłumaczyłam zatem miłemu panu, że byłam na programie work & travel. I jeszcze raz jak chłopu na miedzy ‘ WORK & TRAVEL proszę pana’. Stwierdził, że nic z tego, nie wbił mi pieczątki ‘admitted’ i zaprowadził do tajemniczego pokoju. Na szczęście i nieszczęście moja koleżanka miała taką samą sytuację. Zaprowadzono nas do pomieszczenia, które przypominało więzienie z amerykańskich filmów. Byłyśmy tam jedynymi białymi osobami! Wokół siedzieli bracia i wujkowie słynnego Escobara, a przynajmniej tak wyglądali. Powiedziałabym, że większość naszych towarzyszy stanowili osobnicy rodem z programów ‘Tajemnice przemytników’ z Discovery Channel.

Nasi towarzysze wyglądali mniej więcej tak :D
wyglądali mniej więcej tak

Poczekalnia. Kazali czekać i czekać. Mijały kolejne godziny. O co tu chodzi? Nasz samolot do Nowego Orleanu dawno odleciał. Pomyślałam, że może nasza konsultantka z Camp America pomoże. Zaczęłam pisać do niej smsy. Opisałam całą sytuację. Odpisała, że to niemożliwe! Wszystko było zgodne z prawem. Zadzwoniła do głównego biura Camp America w Stamford. Przedstawiciel ze Stamford dzwonił na lotnisko w Miami, żeby wyjaśnić całą tą chorą sytuację. Istny galimatjas! W końcu zabrali mi telefon! Siedziałyśmy dalej, czekałyśmy i czekałyśmy aż coś się wydarzy. Po kilku godzinach nadeszła nasza kolej. Zawołano nas do dwóch osobnych sal. Czekał na mnie urzędnik, który zaczął znowu taką samą gadkę. „Twoja wiza nie uprwania Cię do wjazdu na teren USA … „. Znów upierałam się przy swoim. Niestety moje objaśnienia poszły na marne. Trwało to dobrą godzinę. Ja w prawo, urzędas w lewo. W końcu powiedział, że mnie deportują. Tego już za wiele! Moja wiza była ważna do 1 listopada! Mówiłam, że mam bilet powrotny na 28 września i nie mam zamiaru zostać nielegalną imigrantką. Miły pan urzędnik stwierdził – ‘dobra poczekaj, pójdę pogadać ze swoim szefem’. Wrócił po kilku minutach i powiedział ‘ok puścimy cię, ale jeśli nie opuścisz terytorium USA do 28 września, nigdy więcej nie będziesz mogła tu przyjechać’. Nawet bym nie śmiała panie urzędniku!

Wypuścili mnie! Wybiegłam stamtąd czym prędzej. Kiedy szukałam już swojego bagażu przypomniałam sobie o moim telefonie. Przecież został skonfiskowany. Prawie dostałam zawału serca! Nie mogłam znaleźć koleżanki i nie miałam jak do niej zadzwonić. Niemalże na kolanach prosiłam panią z ochrony lotniska żeby odzyskała mój telefon. Ufff udało się!

Mam bagaż, odzyskałam telefon, trzeba przebukować bilet! Ufff też się udało. Wylot jeszcze tego samego dnia! Przy gejcie czekała Natalia. Kamień z serca! W samolocie trzymałyśmy się niemalże za ręce, a po wylądowaniu w Nowym Orleanie spotkała mnie kolejna niesamowicie dziwna rzecz. Kiedy odebrałyśmy bagaże zauważyłam, że do mojej walizki została przymocowana tajemnicza blaszka i wielka śruba. Nie pytajcie, bo nie wiem co to było i nikt mi nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Jakimś cudem dotarłyśmy do hostelu całe i bez pieczątki ‚nielegalny imigrant’.

Welcome to New Orleans!

 

Komentarze