Gdzie na azjatyckie jedzenie w Warszawie?

Gdzie na azjatyckie jedzenie w Warszawie?

Jeśli śledzicie moje wpisy to na pewno już wiecie, że kocham jeść. W podróży staram się próbować najróżniejszych rzeczy i jeść do oporu. Niektóre aromaty czuję do dziś i staram się ich szukać w Warszawie. Na szczęście w stolicy jest mnóstwo azjatyckich knajp!

To gdzie szukać prawdziwych, azjatyckich smaków? Łapcie listę!

Thaisty to tajska restauracja przy Placu Bankowym. Kiedy pierwszy raz tam weszłam uderzył mnie zapach tajskiej garkuchni. To był dobry dobry znak! Nie myliłam się, bo jedzenie jest doskonałe i oryginalne! Szefowa z Tajlandii, Chanunkan Duangkumma, przywiozła ze swoich rodzinnych stron doskonałe przepisy! Zupa z kaczki jest jedyna w swoim rodzaju, lekko słodkawa z pak choi i dużą ilością kolendry wprost rozpływa się w ustach, zielone i czerwone curry również, pad thai jest doskonały (szczerze to lepszy od tego z Khao San w Bangkoku), sataye podawane są z doskonałym sosem orzechowym, a sticky rice mango to doskonałe zwieńczenie tajskiej uczty. Wszystko jest wprost wymuskane i oprócz podniebienia cieszy również oko. Ceny nie są najniższe, ale te dania są naprawdę warte grzechu! Aha, nie zapomnijcie zrobić rezerwacji, bo knajpa przeżywa niezłe oblężenie.

W okresie wakacyjnym działa też Thaisty Street Food na Placu Zabaw nad Wisłą. Serwują spring rollsy, bułeczki z pary, domowe fryty, dwa rodzaje curry i grillowaną karkówkę. Porcje są ogromne, a ceny rozsądne. Nie ma nic lepszego niż leniwa sobota nad Wisłą z michą curry 🙂

Update: jest nowa lokalizacja! Thaisty działa też przy Pl. Wilsona. Niestety nie serwują tam zupy z kaczki, a pad thai jest lepszy na Bankowym. Za to zielone curry trzyma wysoki poziom, a szarpana kaczka jest mega!

Roladki rybne plah joh

Uki UKi, ohhh uwielbiam! Serwują tam jedyny w swoim rodzaju udon. A ten udon to poezja! Wyobraźcie sobie gruby i sprężysty makaron z mąki, której próbki były wysyłane aż do kraju wschodzącego jena, tylko po to żeby sprawdzić jej jakość! No i ten wywar rybny (albo świński, ale tego nie próbowałam)! No i te rameny! I te warzywa w tempurze!

Dobra, a teraz wersja uproszczona. Rozchodzi się o to, że dostaniecie tam michę dobrego wywaru z pysznymi kluchami, a do tego fajne warzywka w chrupiącej panierce albo pycha łososia! Zaprawdę Wam powiadam – idźcie i jedzcie!

Red fuji

Vegan Ramen Shop jedyna w swoim rodzaju ramenownia na mojej ulubionej Saskiej Kepie! O ich ramenie myślę codziennie. Bez owijania w bawełnę – to najlepszy ramen jaki w życiu jadłam! Nie ma w nim ani grama mięcha (co mi akurat jest na rękę), a nawet mięsożercy się nim zachwycają. Są trzy rodzaje – spicy, creamy i clear. Jestem fanką tego drugiego z grzybami szitake i kiełkami fasoli mung. To ciężki kawał wywaru, co wydaje się mało oczywiste w przypadku wegańskiej michy. Najecie się po uszy i będziecie chcieli więcej. Gwarantuję!

Creamy ramen <3

Miss Kimchi to koreańska knajpa o charakterze barowym na Woli, przy ul. Żelaznej. Jest bardzo mała, stolików też jest niewiele, co skutkuje dłuuugimi kolejkami w weekendy. Powiem Wam jedno, warto poczekać! Jedzenie jest bardzo dobre, a wygląda tak że ślinka sama cieknie. Nie ma tam obsługi kelnerskiej ani stałej karty dań. Manu napisane jest na tablicy, należy podejść do lady i zamówić wybrane danie. Jeśli zdecydujesz się na koreański box będziesz musiał/a wybrać sam/a składniki, na które masz ochotę. Oprócz boxów dostępny jest też obłędnie wyglądający bibimbap, udon i kimchi pod różnymi postaciami. Fani koreańskiej kuchni nie mogą przejść obojętnie, jest ostro i pysznie!

Bibimbap <3

KoreaTown Rest to młodsza siostra Miss Kimchi. Niewielki lokal na górnym Moko, który przeżywa swój renesans.  Na początek banchany. Serwowane są do dań głównych. To małe miseczki wypełnione różnymi dobrami, np. marynowana rzodkiew, tofu, wakame, korzeń lotosu, a nawet kimchi z ananasa!  Dania główne! To poezja! Niemalże każde z nich jest doskonałe. KFC, czyli Korean Fried Chicken w ostrym sosie z topokami to mój faworyt. Danie z kaczką rozpływa się w ustach, a to z owocami morza wygląda obłędnie. Wpadajcie koniecznie. Pamiętajcie o rezerwacji w weekendy!

Vege set + danie z kaczką

Viet Street Food Bistro to jest hit hitów! Najprawdziwsza wietnamska kuchnia na Saskiej Kępie! W weekend drzwi do bistro ciągle się otwierają, na stolik można czekać w nieskończoność. Rezerwacja jest wskazana! Jest przytulnie, domowo, a jedzenie powala na kolana. Serwują tam najlepsze pho w Warszawie, bun tron po prostu urywa wiecie co, a ilość świeżych ziół przypomina mi wietnamskie uczty! W menu są stałe pozycje, ale w weekendy można zjeść coś ekstra, na przykład obłędne banh mi, które smakują jak w Sajgonie. Viet Street Food Bistro wróżę Wam świetlaną przyszłość i liczę na kartę stałego klienta, bo jestem u Was w prawie każdy weekend 🙂

Bun tron z kaczką <3

Mr. India! Dla mnie to najlepsza, indyjska restauracja w stolicy! Znajduje się na Ursynowie, bardzo blisko metra Natolin. Właścicielem jest Pan Arun, który wkłada całe serce w knajpę. Stworzył małe Indie w centrum Ursynowa! Jak już mnie widział, nawet nie podawał menu tylko pytał, czy to co zawsze 🙂 Od samego wejścia uderza zapach garam masala i innych przypraw. Mimo tego, że knajpa jest duża to w sobotę o 14 wolnego stolika raczej się nie uświadczy. Tikka masala jest doskonała, podobnie jak palak paneer i samosy! Moimi faworytami są jednak wegetariańska kofta i idli, czyli okrągłe bułeczki z soczewicy pochodzące z południa Indii, podawane z sosami. Dajcie się też namówić na deser – gulab jamun. A jak starczy miejsca spróbujcie lassi z guawy.

Idli

Maghreb to restauracja marokańska. Wiem, że Maroko nie jest w Azji, ale tej knajpy nie mogę pominąć w moim orientalnym rankingu. Znajduje się przy ulicy Burakowskiej, bardzo blisko Arkadii. Restauracja nie jest przy samej ulicy, została wciśnięta między stare fabryki (tak, jak na moje oko to były jakieś fabryki), za bramą. Myślę, że raczej nikt się w takim miejscu nie spodziewa restauracji, a tym bardziej restauracji z tak pysznym jedzeniem 🙂 Można tam spróbować doskonałego humusu czy baba ganoush (pasta z pieczonych bakłażanów) i oczywiście pysznych tażinów. Mój ulubiony to ten z kurczakiem, rodzynkami i cebulą. Połączenie może mało oczywiste, ale uwierzcie, palce lizać. Do tego proponuję berberyjską herbatę, bardzo słodką i bardzo miętową.

Naam Thai, czyli trochę Tajlandii na Saskiej Kępie. Pad thai trzyma wysoki poziom, curry również. Za sprawą Chanunkan Duangkumma, która była tam kiedyś szefową kuchni, serwują zupę z kaczki! Chyba nie muszę pisać, że warto tam wpaść chociażby na samą zupę? 🙂

Update: jest druga, nowa lokalizacja! Do Naam wpadajcie też na Burakowską (blisko Arkadii). Jest pysznie!

Pad thai

Pełną Parą Dim Sum House to dim sumownia przy Siennej, blisko Ronda ONZ. Nigdzie w stolicy nie jadłam tak dobrych dim sumów jak w Pełną Parą. Najbardziej lubię te z dynią! Aha, spring rollsy z kaczką to też obowiązkowa pozycja z menu. Bardzo polecam, zwłaszcza przed wypłatą, bo ceny mają bardzo przyjazne.

Update: jest nowa lokalizacja! Pełną Parą działa też przy Metrze Politechnika 🙂

Dim sumy z krewetkami i dynią <3

Gaumarjos! To gruzińska restauracja rozsławiona przez Magdę Gessler tuż przy metrze Natolin, zaraz obok Mr. India. Uwielbiam tamtejsze chaczapuri (gruziński placek z serem) i roladki bakłażanowe z pastą z orzechów. Restauracja prowadzona jest przez Gruzinów, którzy wkładają chyba całe serce w kuchnię, bo jedzenie jest wyśmienite. Zróbcie rezerwację, knajpa jest zapchana nawet w środku tygodnia.

Shoku to azjatyckie fusion na Karolkowej. W menu widać dużo zapożyczeń z kuchni japońskiej i koreańskiej, np. burger bulgogi z kimchi. Dania wyglądają przeapetycznie i smakują wyśmienicie. Miska w Shoku to mój faworyt. To micha pełna ryżu z sałatą, pastą z awokado, pomidorkami, sashimi z łososia i krewetkami w tempurze. Pierożki gyoza i ramen też były niczego sobie. Knajpa jest ładna, obsługa miła, a jedzenie na wysokim poziomie. Tak trzymać!

Vege ramen

The Cool Cat to chilloutowy lokal na Powiślu. Menu nie jest do końca ukierunkowane na kuchnię azjatycką, ale widać dużo inspiracji Dalekim Wschodem. W weekendy miewają azjatyckie brunche typu ‚all you can eat’. Serwują wtedy pyszne banh mi, bao i wiele, wiele innych. Na pewno znają się z azjatyckimi smakami i wiedzą co robią. Aha, Fajnego Kota można też spotkać na Nocnym Markecie.

Berek mówi, że odwiedzając go poczujemy radość śródziemnomorskiego jedzenia i gorący klimat telawiwskich ulic. Ja w to wchodzę! Berek karmi wybornie! Meze, shipud z młodego kurczaka i pizza ze słonym serem to pozycje obowiązkowe. No właśnie, kiedy na stół wjeżdżają meze to braknie miejsca. To 10 małych przystawek (np. pieczona papryka, pasta z bakłażana, humus) i chlebki wypiekane na miejscu. Śmiem twierdzić, że w Berku serwują też najlepszy humus w mieście. Warto! Nawet tuż przed wypłatą, bo ceny mają bardzo przyjazne 🙂

Burger TLV, mezze i szipud z młodego kurczaka <3

Nocy Market to wakacyjny targ (głównie) jedzeniowy działający od czwartku do niedzieli na peronach starego Dworca Głównego. Ku mojej uciesze większość stoisk z jedzeniem serwuje azjatyckie specjały. Dzięki Viet Street Food (dziecko mojego ukochanego bistro<3) czy The Cool Cat czułam się jak w Azji. Jest super! Markecie trwaj jak najdłużej i wróć w kolejne wakacje!

P.S. Dobrym chińczykiem też nie pogardzę (ten w hali Mirowskiej jest pyyyyszny!).

A czego nie polecam? Nie polecam ramenowni Omami. Mimo, że ramen wygląda pięknie to smakował jak woda z olejem z dodatkiem super twardej kaczki. Niestety podobne odczucia mam po wizycie w rozsławionej (nie wiem z jakiego powodu) Ramen Girl [UPDATE, knajpa jest już zamknięta].

P.S. To czego mi brakuje w Warszawie to knajpa z prawdziwą (ale na prawde prawdziwą) kuchnią indonezyjską! Macie coś do polecenia oprócz Warungu Jakarta?

Chyba zrobiłam się głodna, a Wy?

Komentarze