Bom dia Lisboa!

Bom dia Lisboa!

Jeszcze pół roku temu niewiele wiedziałam o Lizbonie. Do czasu! Kiedy Ryanair i Wizzair ogłosili, że będą tam latać bezpośrednio z Warszawy mojego fejsbuka zalała fala zdjęć znajomych z Portugalii. No i ja to szanuję i rozumiem, bo widoki tam mają nieprzeciętne!

Kiedy zabrałam się za szukanie biletów w dobrej cenie okazało się, że Ryan i Wizz bardzo sobie trasę do Lizbony cenią. Za dobre trzy stówki mniej (niż w Ryanie) kupiliśmy tikety w Lufthansie z przesiadką w Monahium.

Lecim!✈

Kiedy samolot podchodził do lądowania wiedziałam, że za chwilę wyląduje w europejskim San Francisco. Serio! Te miasta mają kilka wspólnych mianowników. Po pierwsze – górki i pagórki, most Ponte 25 de Abril, czyli kopia Golden Gate, drewniane, oldschoolowe tramwaje, zatoki i bliska odległość do oceanu. Jest też jeden wspólny mianownik z Rio de Janeiro, – pomnik Chrystusa (Cristo Rei) po drugiej stronie rzeki Tag. Coś czuję, że się z Lizboną polubimy!

Wylądowaliśmy. Jest super ciepło, wrześniowe słonko mocno przygrzewa. Lizbońskie lotnisko ma ten plus, że dojeżdża tu metro. Za bilet do stacji Jardim Zoologio/Sete Rios zapłaciliśmy 1,40 EUR. Kierunek Lagos! O naszej wyprawie na Wybrzeże Algarve przeczytacie w tej relacji.

Wracamy do Lizbony. Jedziemy do hotelu, który okazał się być niezłą norą w dobrej lokalizacji. Tu znajdziecie kilka info o Residencial Marisela – szczerze nie polecam! Dostaliśmy pokój bez okna. To pierwszy zły znak! Dopiero kolejnego dnia mogliśmy go zmienić. Budynek był tak stary, że schody ledwo trzymały się kupy. No bałam się po nich chodzić. Nie zapłaciliśmy dużo, mieliśmy prywatną łazienkę i rzut beretem do Avenida de Libertad i Parque Eduardo VII. Jakoś to przetrwamy.

Dzień 1! Pierwszy przystanek Rossio. To popularny lizboński plac, gdzie co druga osoba zaczepiała nas i proponowała zakup haszyszu. No swojsko tu. Później Praça do Comércio. To kolejny znany plac nad brzegiem Tagu. Tu co trzecia osoba proponowała nam haszysz.

No i w końcu wspaniała Alfama! To najstarsza i zdecydowanie najbardziej urokliwa dzielnica Lizbony. Położona jest na wzgórzach. No widoki były przezacne. Alfama to kwintesencja portugalskiego klimatu. Wąskie uliczki, żółte tramwaje (troche oszpecone przez reklamy np. Coca-Coli), różowe bugenwille, drzewa pomarańczowe, suszące się majtki na sznurkach pozaczepianych między starymi kamienicami, azulejos (fasady z cienkich, ceramicznych płytek), palmy i tysiące małych restauracji serwujących owoce morza.

Obowiązkowo trzeba zrobić zdjęcie Katedrze Se, kiedy z góry zjeżdża tramwaj nr 28.

Później kawa przy tarasie widokowym Portas do Sol. Widoki iście pocztówkowe. Sami zobaczcie!

Po drodze z Se do Portas do Sol mija się taras de Santa Luzia. Kolumny, azulejos, różowe bugenwille i cudowny widok. Fajnie, co?

Następnego dnia wybraliśmy się do kolejnej znanej dzielnicy – Belem. Żeby się tam dostać należy dojechać/dojść do Praca do Comercio, Praca da Figueira lub Cais do Sorde i tam złapać tramwaj nr 15. Jest strasznie zatłoczony, ale to najłatwiejszy sposób na dostanie się do Belem. To dzielnica znanych zabytków związanych z czasami wielkich odkryć geograficznych. A ja geografię lubię! ❤

Jesteśmy w Belem. Kierunek Pomnik Odkrywców (po portugalsku Padrão dos Descobrimentos). Pomnik położony jest przy ujściu Tagu do Oceanu. Tuż za pomnikiem widać lizboński Golden Gate, a po drugiej stronie rzeki wita Jezus jak z Rio. Niezła mieszanka!

Kolejny ważny przystanek to Wieża Belem (Terre de Belem). Powstała w erze wielkich odkryć geograficznych. Pełniła rolę strażnicy portu, a później nawet więzienia. Must see na liście lizbońskich atrakcji.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się monumentalny Klasztor Hieronimów. Robi wrażenie! P.S. może skojarzyć się z Hogwartem.

Dwa kroki dalej znajdziecie ogród botaniczny Jardim – Museu Agricola Tropical. Warto tam zajrzeć! Wejście kosztuje 2 EUR. Turystów można policzyć na palcach jednej ręki, a roślinność jest cudowna.

Będąc w Belem nie sposób przegapić słynną cukiernię, która serwuje cistka Pasteis de Nata. To budyniowe babeczki z ciasta francuskiego. Dałabym się za nie pokroić! Place lizać! To najlepsza rzecz jaką jadłam w Portugalii. Koniecznie zaplanujcie tam wizytę.❤

Wracamy. Tramwaj do Cais do Sorde. Naprzeciwko przystanku znajduje się duża hala – coś na kształt Koszyków. Podzielona jest na dwie części – jedna z warzywami i owocami, druga z restauracjami. Znajdziecie się tam punkty najlepszych, lizbońskich knajp. Jest mega!

Prawie każdego dnia przechodziliśmy obok Elevador de Santa Justa. To miejska winda w historycznym sercu Lizbony.

Mając kartę Viva Viagem (coś na kształt karty miejskiej, którą można doładowywać w biletomatach różnymi kwotami do 15 EUR) można wjechać na Elevador za darmo. Jednak jeśli będziecie chcieli wejść na najwyższe piętro należy dopłacić 1,50 EUR. Widok z góry jest fantastyczny. Z resztą zobaczcie fotkę. Warto!

Oprócz jedzenia i hostelu w Lizbonie podobało mi się wszystko! To mega urokliwe miasto ma dużo do zaoferowania. Piękna Alfama, Belem, oldschoolowe tramwaje. No ja byłam zachwycona!

P.S. jeśli ktoś chciałaby zapytać dlaczego jedzenie nie przypadło mi do gustu to odpowiedź jest łatwa – nie wyróżniało się niczym konkretnym. Kiedy zamówiłam smażone kalmary spodziewałąm świeżych owoców morza. Dostałam mrożone w paskudniej panierce z surówką w postaci startej marchewki (niczym nie przyprawionej). Dodam, że wcześniej zrobiłam research co do knajp i wybierałam tylko te polecane. Żadna mnie nie urzekła.

Przydatne linki:
Komunikacja miejska w Lizbonie
Mapa metra w Lizbonie

Obrigado za uwagę. Zostawiam kilka fotek!

Komentarze