Czego nie lubię w Azji?

Czego nie lubię w Azji?

Azja, kontynent który darzę szczerą miłością od pierwszego wejrzenia. Lubię tam prawie wszystko. Lubię inność, jedzenie, pogodę i w większości ludzi. Latam tam przynajmniej raz w roku i za każdym razem coś mnie zachwyca i ekscytuje. Ciągle chcę więcej. Ale, ale! Żeby nie było, że w Azji zawsze mi się wszystko podoba. Jest kilka rzeczy, których nie mogę znieść, a mianowicie:

1.       Azjata ma dwie twarze

Azjata nigdy Ci nie powie wprost, że coś jest nie tak. Uśmiechnie się, przytaknie, powie że jest super, poklepie po plecach, ale i tak narobi Ci koło tyłka. Jeśli śledzicie mojego bloga to na pewno wiecie, że mieszkałam w Chinach i uczyłam tam małego Hahę angielskiego (chociaż jak na Chińczyka mały nie był). Jego mama każdego dnia zapewniała mnie, że jestem najlepszym laoszy (nauczyciel) pod słońcem. W ramach wdzięczności zabierała mnie do knajp i kupowała prezenty. Mówiła, że mam naciskać na Hahę i za wszelką cenę dążyć do celu. Cel był jasny, Haha po wakacjach miał mówić po angielsku.

Opiekun z agencji, która mnie zatrudniała po miesiącu uświadomił mnie, że Pani Chinka zadzwoniła do niego ze skargą na mnie, bo raz nakrzyczałam na Grubego. Sorry, ale jeśli dzieciak podczas lekcji puszcza bąki to należało mu zwrócić uwagę.

Kiedy wyjeżdżałam to Chinka płakała, a Młody powiedział: „dziękuje mój nauczycielu, wszyscy nauczyciele to wrogowie, ale Ty nie byłaś taka zła”. Dziwne to!

Mój przypadek był bardzo łagodny. Po przygody w wersji hard zajrzyjcie na bloga MyGecko. Prowadzi go sympatyczna para, która mieszka w Tajlandii i uczy angielskiego. Czytając ich serię ‘Kryminalne zagadki Bangkoku’ miałam gęsią skórkę.

2.       Robią Cię w bambuko, bo jesteś z Zachodu

Nie jesteś lokalsem? Spoko, nawet jeśli mówisz po chińsku czy tajsku to zawsze będziesz obcy i zapłacisz 5 razy więcej. Na targu, w knajpie, taksówce czy sklepie – rzut oka sprzedawcy, szybka kalkulacja i płać pan miliony monet! Przykłady? Bardzo proszę:

·         Bali, taxówka z Seminyak do Umalas, normalna cena 9 zł, ale taxówkarz z innej korporacji niż Blue Bird żąda 45 zł. No senk you!

·         Ho Chi Minh, sprzedawca widzi europejską twarz, zamiast 3 zł za kokosa chce 30, bo białas i tak się nie połapie w lokalnej walucie. Tak się zgina dziób pingwina!

·         Hoi An, panie z tradycyjnymi koszykami na owoce. Anka chce zdjęcie, pani woła 30 zł za potrzymanie samego koszyka i drugie tyle za mango. No senk you!

Azja

3.       Nie pójdziesz do szkoły, będziesz żebrać

Widok 12-letniej prostytutki jest po prostu przerażający. To trend rozwijający się w zastraszającym tempie w całej Azji Południowo-Wschodniej. Dziewczynki zamiast odrabiać lekcje paradują wieczorami w sukienkach ledwo zakrywających majtki po turystycznych częściach Ho Chi Minh czy Siem Reap.

Rodzice, którzy traktują swoje potomstwo jako wabik na turystów to również bardzo znane zjawisko. Najbardziej rzuciło mi się to w oczy w Kambodży. System jest okrutny. Rodzicom (chociaż ciężko ich tak nazwać) nie opłaca się posyłać dzieci do szkoły. Lepiej żeby żebrały, bo turysta prędzej czy później ugnie się widząc rozczochraną i brudną sierotę dając jej dolara. Grosz do grosza i hajs się zgadza.

4.       Świnia też zwierzę

Ja z tych wrażliwych. Prawie pękło mi serce kiedy zobaczyłam człowieka wiozącego świnię na skuterze. Była przywiązana do siedzenia i wydawała z siebie straszne dźwięki. Na Bali to częste zjawisko! Ja wiem, że to pożywienie, ale to pożywienie jeszcze żyje! Lecąc do Wietnamu bałam się, że na jakimś targu zobaczę psa obdartego ze skóry. Na szczęście nie było mi to dane. Na samą myśl jednak, że jeszcze gdzieś w Wietnamie jedzą psy (albo nie daj Boże koty) to łzy same stają mi w oczach. Kiedyś na FB pokazało mi się zdjęcie z chińskiego festiwalu, na którym pali się psy żywcem. Dlaczego? Dlaczego oni to robią?!

5.       I tak Cię strąbią

Pekin, Ho Chi Minh i Hanoi dały mi się szczególnie we znaki. Przejście przez ulicę graniczy z cudem. Zielone światło dla pieszego dokładnie nic nie oznacza, bo fala skuterów i tak nadciąga z każdej strony. Masz zielone i przechodzisz przez pasy? I tak Cię strąbią! Co kraj to obyczaj, wiem! Ale to zakrawa o brak szacunek do drugiego!

Azja

6.       To nie wysypisko śmieci

Bali w niektórych miejscach tonie w śmieciach. Spójrzmy prawdzie w oczy. Główne ulice Seminyak i Ubud są w miarę czyste (jak na Azję), ale kiedy tylko skręcisz w wiejską drogę i zwrócisz uwagę na zwykłe gospodarstwo domowe zobaczysz też górę śmieci. W Pekinie te sprawy też się nie mają zbyt dobrze. To najbardziej zanieczyszczone miasto na świecie. Przez większość czasu nad miastem unosi się potworny smog. Będąc tam przez 3 miesiące widziałam dwa razy czyste, błękitne niebo.

Azja

piękny smog!

7.       Z manierami na bakier

To tyczy się głównie Chińczyków. W Azji Południowo-Wschodniej nie zaobserwowałam aż takich anomalii. Chińczycy plują gdzie popadnie. Nie przesadzę pisząc, że codziennie niechcący stawałam na wielkiego gluta wyplutego prosto na chodnik przez pachnącą panią w szpilkach równie długich jak jej rzęsy, czy robotnika odpalającego jednego fajka od drugiego. Tam po prostu wszyscy plują i smarkają przed siebie. Bekają i puszczają bąki w restauracjach. Przy jedzeniu ćlamią jakby przeżuwali żylasty kawał mięcha. Troskliwe matki wysadzają swoje potomstwo do kosza na śmieci w metrze, a co odważniejsze bachorki sikają w samym wagonie metra, bo przecież nie wytrzymają do najbliższej stacji.

Jakie są Wasze obserwacje?

Komentarze