AzjaJaponia

Czego spróbować w Japonii? Pięć dań, które zapamiętam na długo i nie tylko

Jednym z głównych powodów, dla których chciałam pojechać do Japonii było jedzenie. Zgłębiałam swoją wiedzę na ten temat już od dawna. Szukałam najlepszych ramenowni i suszarni w Warszawie. No i musze przyznać, że stolica ma się czym pochwalić! Nawet po wizycie w Nipponie dalej twierdzę, że Vegan Ramen Shop serwuje jeden z lepszych ramenów, jakie jadłam w życiu. Ale ja dziś nie o tym. Kiedy zaraz po przylocie do Tokio dotarliśmy do Asakusy i ze stacji metra szliśmy do hotelu oszalałam ze szczęścia. Knajpa na knajpie! Serio! Kiedy w witrynach restauracji zobaczyłam niesamowicie realistyczne atrapy potraw już wtedy wiedziałam, że będzie dobrze! Czy było? Czytajcie. 😇

Najpierw pięć dań, które będę wspominać już na zawsze:

1. Sashimi na markecie Tsukiji w Tokio. To micha świeżutkiej cienko pokrojonej, surowej ryby i owoców morza na ciepłym ryżu. Ja akurat spróbowałam wersji ‘blowtorch’, gdzie kawałki mięsa zostały przypieczone z wierzchu palnikiem (w wysokiej temperaturze przez kilka sekund). Rewelacja! P.S. Tsukiji to jeden z największych marketów rybnych na świecie, gdzie codziennie dostarczane są dary wprost z morza. Z pewnością zjecie tu najświeższe sashimi i sushi.

Ciekawostka 👉  Japończycy spożywają najwięcej ryb na świecie. W Japonii rocznie zjada się ich ok. 17 milionów ton.

2. Wołowina z Kobe (wagyu). Żeby jej spróbować pojechaliśmy specjalnie na lunch do Kobe. Nie żebym planowała jeść steka. Jechałam tam w czysto towarzyskich celach, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię smaku mięsa. Wtedy jednak na sam widok obudził się we mnie skryty mięsożerca. Więcej o doświadczeniach z Kobe przeczytacie tu. To danie po prostu zasłużyło na osobny wpis!

3. Tempura. To warzywa, owoce morza czy nawet mięso maczane w cieście, a następnie smażone na głębokim tłuszczu. Sekret dobrej tempury tkwi właśnie w cienkim i chrupiącym cieście. W niektórych knajpach czuć było np. niedosmażone ciasto lub stary tłuszcz. Poziomy bywają nierówne, ale tempury z restauracji Donburi w Ginzie (Tokio) nie zapomnę! Świeże warzywa i perfekcyjnie chrupiące ciasto! To była tempura idealna.

4. Unagi, czyli słodkowodny, grillowany węgorz podawany w słodkawym sosie na ciepłym ryżu. Rewelacyjne unagi zjedliśmy w restauracji Fujitaya na wyspie Miyajima. Czekaliśmy w kolejce na stoik ponad godzinę. To mówi samo za siebie! ❤

5. Ramen! O ramenach powstała niejedna książka, bo to ikona wśród japońskich dań. Treściwy wywar, idealnie sprężyste noodle, do tego kawałek mięsa, czasem jajko i toppingi w postaci cienko pokrojonej, białej części selera lub dymki. Rameny zasadniczo różnią się w zależności od regionu. W tym wpisie Pyzy dowiecie się więcej o stylach ramenów. Jedno jest jednak pewne 👉 remanowni w Japonii jest mnóstwo. Jest to swoisty fastfood, który znajdziecie na każdym rogu w Tokio (i nie tylko). Ma być szybko i dobrze. Jedyną wadą jest wartość kaloryczna. No lekki nie jest, ale jaki uzależniający! Ten, który mi wyjątkowo zapadł w pamięci to tłuściutki ramen z górą kolendry w Kara Shibi Miso Ramen Kishin w Hiroszimie.

Czego jeszcze spróbować będąc w Japonii?

Sushi! Grzechem byłoby go nie spróbować. Najlepsze jakie było mi dane jeść to nigiri z fatty tuna również na markecie Tsukiji.

Matcha! To sproszkowana zielona herbata i kolejny z symboli Japonii. Wszystkie słodycze z matchą są absolutnie przepyszne. Lody, ciastka, musy (te z 7eleven 😍) czy sernik! No i matcha lette! OMG!

Onigiri. Ryżowa kanapka wypełniona rybą, mięsem czy fasolą, owinięta w glony nori. To idealny wybór na śniadanie czy szybką przekąskę. Onigiri kupicie w każdym sklepie typu kombini (7eleven, Lawson, Family Mart) za grosze. P.S. najbardziej polecam onigiri tuna-mayo z Lawsona!

Okonomiyaki. To japoński placek (czasem nazywany japońską pizzą lub naleśnikiem), który smażony jest na gorącej płycie z najróżniejszymi dodatkami, polany specjalnym sosem okonomiyaki i japońskim majonezem oraz posypany płatkami bonito (z suszonego tuńczyka) oraz pokruszonymi nori (suszone wodorosty). Moje pierwsze spotkanie z okonomiyaki w Kioto nie było udane. Za to w Hiroszimie sprawy miały się zupełnie inaczej. Tu przeczytacie więcej. P.S. przygotowanie okonomiyaki to widowisko samo w sobie! Koniecznie spróbujcie.

Takoyaki. To smażone kulki z ośmiornicą. Na zewnątrz złociste i chrupiące, w środku natomiast delikatne i rozpływające się w ustach. Koniecznie spróbujcie ich na Dotonbori w Osace. To specjalność tego miasta. P.S. pierwsze takoyaki jadłam w Tokio. Nie były udane, ale za to te w Osace! Pyszka!

Udon. Gruby i sprężysty makaron podawany z wywarem rybnym, który najczęściej idzie w parze z osobno podaną tempurą. Podobnie jak ramen, udon można znaleźć praktycznie na każdym rogu. P.S. przed wyjazdem do Japonii byłam stałą bywalczynią warszawskiej restauracji Uku Uki, która serwuje właśnie udon. Po powrocie stwierdzam, że Uki Uki jest na maxa autentyczne i jeszcze chętniej tam wracam.

Yakitori, czyli grillowane szaszłyki najczęściej z kurczaka. Najlepiej smakują z piwem w barach izakaya (mieszczący kilka osób, nieformalny bar lubiany przez salarymenów). Polecam te przy Piss Alley w Tokio. Klimat gwarantowany! P.S. dobre yakitori kupowałam nawet w Lawsonie.

Mochi. Moja japońska miłość! To ciastka przygotowane z klejącego ryżu wypełnione, np. słodką pastą z fasoli czy sezamu. Najlepsze mochi jadłam w Nakatanidou w Nara. Tamtejsze przygotowanie ciastek to cały performance (zobaczcie koniecznie tu)! P.S. nie myślcie, że mochi  które dostępne są w azjatyckich sklepach w Polce to to samo! Te w Japonii (a z pewnością te z Nakatanidou) są świeżutkie i nie zalegają miesiącami na półkach.

Źródło: https://en.japantravel.com/

Pierożki gyoza. Najczęściej spotykane to te z mięsem, ale można je również zjeść z krewetkami czy samymi warzywami. Podaje się je na różne sposoby, np. gotowane lub smażone. Najczęściej jednak spotykałam je w wersji mocno przysmażonej. To idealna przystawka przed wielką michą ramenu!

Yuba (tzw. tofu skin), czyli specjalność Nikko. To produkt wytwarzany z białka, które zbiera się na powierzchni podgrzewanego mleka sojowego. Wygląda jak zlepek kilku warstw super cienkiego tofu. Ze sprężystym udonem i ciepłym wywarem mega smakuje! Koniecznie spróbujcie jak będziecie w Nikko.

Chyba zrobiłam się głodna, a Wy?

Arigato za uwagę! 😇

Komentarze