Niemoralne biznesy w Azji | Dlaczego nie jeżdżę na słoniu?

Niemoralne biznesy w Azji | Dlaczego nie jeżdżę na słoniu?

Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo „rusza” wykorzystywanie zwierząt w przemyśle turystycznym. Mam tu na myśli jazdę na słoniu czy wizytę w tygrysim królestwie. Nie wszyscy są świadomi tego co kryje się za tymi biznesami, dlatego warto o tym mówić. Przekonajcie się dlaczego!

Sanktuaria, sierocińce, obozy, campusy dla słoni – to ogromny biznes w całej Azji Południowo-Wschodniej, na Sri Lance, w Indiach, a na nawet na Bali, gdzie słonie nie występują naturalnie. Za odpowiednią opłatą można na słoniu jeździć, pogłaskać go, nakarmić, czy umyć. Mimo tego, że słoń to potężne zwierze (potrafi zjeść nawet 300 kg trawy w ciągu dnia) wożenie przez całe dnie turystów w ciężkim siodle na grzbiecie może być męczące. Musicie wiedzieć, że słonie w rzekomych sanktuariach często popędzane są przy pomocy ostrego haka, który wbijany jest za ich uszy. Pod koniec dnia zapędzane są do zagród, gdzie zostają skuwane łańcuchami.

Takiego posłusznego słonia najpierw trzeba jednak wytresować i tu serce mi pęka na samą myśl. Słoń bowiem nie jest poddany człowiekowi od momentu narodzin. Phajaan to tzw. złamanie duszy słonia. Podobno wygląda to tak, że małe słoniątko zabierane jest matce, zamykane w małej klatce i TORTUROWANE dopóki się nie „złamie”. Często w całości unieruchomione słoniątko nie dostaje jedzenia, ani picia, jest bite i ranione. Kolejny krok to pojawienie się wybawcy, tzn. kogoś kto słoniątko nakarmi. Zwierzę zaczyna ufać wybawcy i podporządkowuje się. Następnie wykorzystywane jest w celach zarobkowych – wożenie turystów na grzbiecie, tresura i pokazy, etc. Istnieje duża szansa, że reszta życia słonia będzie wyglądać właśnie w ten sposób, tzn. praca i tresura w parze z hakiem wbijanym za ucho.

Jeśli chcielibyście zobaczyć jak to wygląda to rzućcie okiem na filmy poniżej. Zwłaszcza ten pierwszy nie jest przeznaczony dla osób o słabych nerwach.

Jeśli wybieracie się do Tajlandii, Kambodży czy na Sri Lankę to wybierajcie świadomie. Nie wszystkie ośrodki tego typu bazują na phajaan. Nie ufajcie folderom i ulotkom ze zdjęciami uśmiechniętych turystów na słoniach. Upewnijcie się, że miejsce, do którego chcecie się wybrać jest etyczne, tzn. słonie mogą być tam podziwiane tylko z określonej odległości i nie ma możliwości np. ich mycia, karmienia czy jazdy na ich grzbiecie. Nie warto wspierać miejsc, w których słonie mają postrzępione uszy czy łańcuchy na nogach, bo to potwierdzenie śladów phajaan. Bądźmy rozważni! 🙂

Tiger Kingdom, czyli tzw. królestwo tygrysów. W Chiang Mai znajduje się miejsce, w którym można obcować z tygrysami, zarówno tymi dorosłymi jak i małymi. Można je głaskach i bawić się z nimi. Nie wiem jak Wam, ale mi się to wydaje podejrzane. Mówi się, że tygrysom podawane są środki odurzające. Pracownicy ośrodka podobno twierdzą, że zwierzęta są po prostu najedzene i ospałe.

Jeszcze do niedawna znany ośrodek tego typu mieścił się również w Kanchanaburi. Odkryto jednak, że na zapleczu  odbywał się handel tygrysimi wnętrznościami.  Znaleziono tam tygrysie kły i skóry, a w zamrażarkach ciała małych tygrysiątek. Jak się domyślacie – ośrodek został zamknięty.

Niestety tygrysie królestwo w Chiang Mai dalej cieszy się powodzeniem. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni.

Poniżej kolejne video dla tych z Was o mocniejszych nerwach.

Warto podkreślić, że nie tylko słonie i tygrysy wykorzystywane są w przemyśle turystycznym. Tu od razu przychodzą mi na myśl małpy na łańcuchach, z którymi można zrobić sobie zdjęcie za odpowiednią opłatą czy wiele innych zwierząt wykorzystywanych chociażby w cyrkach, które tresowane są z odpowiednią dawką przemocy.

Czy warto dorzucać swój grosz do takich biznesów? Nie mi osądzać. Wiem tylko, że warto wybierać świadomie.

Komentarze