AzjaIndonezjaKambodżaLaosMalezjaTajlandia

Niemoralne biznesy w Azji | Dlaczego nie jeżdżę na słoniu?

Oooh tak! Pojadę do Azji! Będę jeździć na słoniu, pogłaskam tygrysa, zrobię sobie zdjęcie z małpką, a może nawet popływam z delfinami. Będzie tak uroczo!

Brzmi pięknie? Przeczytaj ten artykuł, a szybko zmienisz zdanie.

Sanktuaria, sierocińce, obozy, campusy dla słoni. Zwał jak zwał. To ogromny biznes w całej Azji Południowo-Wschodniej, na Sri Lance, w Indiach, a na nawet na Bali, gdzie słonie nie występują naturalnie (!). Za opłatą można jeździć na słoniu, pogłaskać go, nakarmić, a nawet umyć. Sama słodycz ktoś mógłby pomyśleć.

O co właściwie tyle krzyku?! Przecież słoń to potężne zwierzę, dla którego kawał europejskiego chłopa na karku to nic takiego. Spoko. Kiedy jednak słoń całe dnie wozi europejskie i amerykańskie tyłki, ma na sobie siodło, które też trochę waży i jest ciągle popędzane przy użyciu ostrego haka, który jest wbijany za jego uszy to już chyba mniej spoko. Zgadza się? Na koniec dnia ten słoń wraca do rzekomo pro-zwierzęcego sanktuarium czy sierocińca i skuwany jest ciężkim łańcuchem.

Takiego posłusznego słonia najpierw trzeba jednak wytresować i tu serce mi pęka na samą myśl. Słoń bowiem nie jest poddany człowiekowi od momentu narodzin. Phajaan to tzw. złamanie duszy słonia. Co to znaczy? Znaczy to tyle, że małe słoniątko zabierane jest matce, zamykane w małej klatce i TORTUROWANE dopóki się nie złamie. Często w całości unieruchomione słoniątko nie dostaje jedzenia, ani picia, jest ciągnięte za uszy, bite i ranione. Kolejny krok to pojawienie się wybawcy. To znaczy kogoś kto słoniątko nędznie nakarmi. Zwierzę zaczyna ufać wybawcy i podporządkowuje się. Później hajs się zgadza. Wybawca zadowolony, turysty zadowolone, a słoń najedzony (powiedzmy). Można powiedzieć, że wszyscy są zadowoleni. Z tym, że nie do końca, bo słoń skazany jest na służenie do końca życia. Do końca życia każdego dnia będzie miał wbijany hak za ucho. Będzie dostawał nędzne porcje jedzenia. Będzie skuwany łańcuchami, które będą ograniczały jego ruchy. Przewiezie tysiące uradowanych i samolubnych białych twarzy, które nie mają pojęcia jakie cierpienie kryje się w jego przerażonych oczach. Mało Ci wrażeń? Zajrzyj na YouTube i obejrzyj video:

Jedziesz do Tajlandii, Kambodży, na Sri Lankę czy gdziekolwiek? Błagam na wszystko – nie bądź samolubem! Wybieraj świadomie! Wiedz, że nie wszystkie tego typu ośrodki to centra zła. Jeśli chcesz zobaczyć słonie i w jakiś sposób im pomóc to zrób najpierw porządny research. Nie ufaj pięknym folderom, pani z recepcji, panu z lokalnego biura podróży, ulotkom rozdawanym w całym Chiang Mai i ślicznym zdjęciom turystów na słoniu na tle Angkor Wat. Upewnij się, że akurat ten sierociniec dla słoni, do którego się wybierasz jest prawdziwym sierocińcem. Upewnij się, że nikt tam na słoniach nie jeździ. Upewnij się, że główną atrakcją jest najzwyklejsza pomoc.  Wiedz, że takich autentycznych miejsc jest na prawdę niewiele. Jeśli tylko zobaczysz postrzępione uszy, łańcuchy i ciasne klatki to uciekaj gdzie pieprz rośnie, bo to właśnie ślady phajaan! Bądź rozważnym turystą. Pamiętaj, że 1000 THB, które wydasz na bilet wstępu do shitowego sierocińca to czysty zysk dla oprawców!

Tiger Kingdom, czyli tzw. królestwo tygrysów to kolejna azjatycka atrakcja, która pozwala mojej wyobraźni na torturowanie ludzi odpowiedzialnych za ten shit. Wiedzcie, że przemoc w moich myślach to bardzo rzadkie zjawisko. Czym właściwie jest królestwo tygrysów? To miejsce gdzie za opłatą można dotknąć mięciutkiego futerka małego tygryska, pogłaskać go po uroczym brzuszki, a może nawet wziąć na ręce, kto wie. W każdym razie fota z małym tygryskiem miałaby ze 100 lajków na fejsie. Co więcej w tygrysim królestwie można też obcować z dorosłymi osobnikami twarzą w twarz. Tygrysy nie są agresywne. Są wręcz przyjacielskie, jak twierdzą foldery biur podróży z Chiang Mai. Nie wydaje Wam się to dziwne? To w końcu dzikie zwierzę, urodzone po to żeby polować i zjadać inne zwierzęta. Tymczasem w Tajlandii można pogłaskać wielkiego kota. Jakie to urocze! Chce tam jechać!

Kupie Ci lizaka, tylko tego nie rób!

Tygrysy są faszerowane środkami odurzającymi. Pracownicy tych gównianych ośrodków twierdzą jednak, że są najedzone i przez to ospałe. Nie mają ochoty na atak i można pykać z nimi fotki. No chyba nie!

Jeszcze do niedawna znany ośrodek tego typu mieścił się w Kanchanaburi. Rzesze turystów każdego dnia zostawiały tam miliony monet. Dzieci piszczały z radości, dorośli się jarali. Wiecie, że to właśnie na zapleczu tego tygrysiego królestwa w Kanchanaburi odbywał się handel tygrysimi wnętrznościami? Odpowiednie służby dobrały się do tyłka tego wstrętnego miejsca. Dokonano strasznych odkryć, a mianowicie znaleziono tam tygrysie kły i skóry, a w zamrażarkach ciała małych tygrysiątek! Wiecie co jest najlepsze? Za tym wszystkim stali właśnie ci opanowani mnisi buddyjscy! Placówka została zamknięta.

Tego typu ośrodki niestety dalej cieszą się sławą, np. w Chiang Mai. Kupię Ci nawet dwa lizaki, ale bardzo Cię proszę – nie jedź do Tiger Kingdom! Nie wspomagaj tego biznesu. Nie usprawiedliwi Cię myśl typu – ‘ jestem pierwszy i pewnie ostatni raz w Tajlandii, chce zobaczyć tygryska’. Wiesz, że te 1000 THB, które zapłacisz za wejście to 200 THB do kieszeni dupka, który będzie faszerował tego uroczego tygryska środkami odurzającymi? A może 500 THB zostanie przeznaczone na (nie wiem jak to nazwać) skóry tygrysków? Podobno świetnie sprzedają się za granicą. Co Ty na to?

Urocze małpki pozują do zdjęć, może nawet malują obrazki i ubrane są w śliczniusie spodenki. Delfiny skaczą przez obręcze, foki grają w piłkę, niedźwiadki biją brawo, a wielbłądy uśmiechają się do zdjęć. Jaki ten cyrk jest fajniusi. Oh. Nie wydaje się Wam to dziwne? Te zwierzęta też są tresowane po to żeby służyć turyście albo bezmyślemu widzowi. Tresowane często z dużą dawką przemocy po to żeby w ciągu dnia pozować do fotek. Później zamykane są w klatkach. Taki lajf. Koniec historii.

Bądź świadomym turystą. Bądź odpowiedzialnym turystą. Nie jeździj na słoniach, nie wierz w tygrysie sanktuaria, nie rób sobie fotek z małpami na łańcuchu. Nie przykładaj ręki do tych biznesów! Pamiętaj, że pieniądze które wydasz na bilet wstępu do takiego burdelu to pieniądze na ranienie słoni, albo ogłupianie tygrysków. A tego chyba nie chcemy, prawda?

Komentarze