Gamardżoba Tbilisi!

Gamardżoba Tbilisi!

Wiadomość na Messengerze od siostry: „czy Ty dziś lecisz do tego cudownego kraju? Jejku, jejku jaram się!”. Teraz już rozumiem ekscytację wszystkich na samo hasło Gruzja! Ileż to ja się nasłuchałam jak tam pięknie, jak tanio, jakie dobre jedzenie, jak lubią Polaków, jak tam swojsko, jacy tam mili ludzie. Co do tego ostatniego to wykluczam taxówkarzy, ale resztę potwierdzam. Jeśli jeszcze się zastanawiasz czy do Gruzji warto lecieć to najlepiej od razu się spakuj i leć! Jest mega!

Start z Warszawy o 22:30!

Lądujemy! Jesteśmy na gruzińskiej ziemi, pieczątki w paszporcie, bagaż odebrany, teraz sztuką będzie nie przepłacić za taxi. Z Internetów dowiedziałam się, że 30 GEL za podwózkę do miasta w środku nocy to uczciwa cena. Pierwsza cena 50 GEL – niet, spasiba very macz! 40 GEL, toże niet, spasiba! 30 GEL – okej, jedziem, spasiba! Kierownik zaprowadził nas do swojego Merca, w którym siedział kierowca niemowa. Jedziemy! Po 20 minutach dojechaliśmy do hostelu przy Placu Wolności. Wyjmujemy nasz bagaż, Maciej płaci 30 GEL, a kierowca żąda drugie tyle! Że szto? Spokojnie tłumaczymy, że z kierownikiem umówiliśmy się na 30GEL. Kierowca upiera się przy swoim. NIET, 30 i koniec! Kierowca stwierdza, że okazyjnie chce jednak tylko 10 GEL więcej. NIET! W końcu chce 5 GEL. NIET, nie taka była umowa! Zaczął krzyczeć i odjechał z piskiem opon!  Kiedy opowiedziałam tą historię siostrze stwierdziła, że trafiliśmy na jedynego niemiłego Gruzina pod słońcem.

Szybki check-in, miła obsługa, hostel bardzo przyzwoity, a lokalizacja mega! Leviathan Hostel dzięki! Przez sytuację z taxówkarzem byłam mocno roztrzęsiona i jak na złość nie mogłam usnąć. Udało się przespać, szybki prysznic, chaczapuri na śniadanie, idziemy zwiedzać Tbilisi. Z Placu Wolności praktycznie od razu wchodzimy na Stare Miasto, które jest przeurocze! Mijamy sklep z orientalnymi dywanami, Katedrę Sioni. Docieramy do mostu Metekhi i co!? Milion ludzi, muzyka, kwiaty, wystawa samochodów, stoiska z winami i jedzeniem, sprzedawcy waty cukrowej i balonów! O co tu właściwie chodzi? Wiecie co!? Zupełnie nieświadomie trafiliśmy na festiwal Tbilisoba. To coroczne święto jesieni, w którym główną rolę grają winogrona i wino (a jakżeby inaczej!). Ale było wesoło! Właśnie wtedy Tbilisi mnie urzekło!

Idziemy w kierunku Bani. To łaźnie siarkowe (bardzo śmierdzące starym jajkiem) i charakterystyczny punkt Tbilisi! Po drugiej stronie strumyka piękne kamienice z unikalnymi balkonami i meczet Jumah, który wyglądał jak żywcem przeniesiony z Iranu. Idziemy wzdłuż strumyka, a tam Gruzini tańczący w ludowych strojach. Czy ja jestem w ukrytej kamerze, czy może na planie gruzińskiej telenoweli? Nie wiem, ale jest mega! Na końcu drogi był wodospad. Nigdy wcześniej nie byłam w mieście, w którego centrum jest wodospad. Podoba mi się tu! Wspinamy się po kręconych schodach i błądzimy wąskimi ulicami starówki. Wracamy do centrum festiwalu i stajemy w kolejce do kolejki linowej. Przejazd w jedną stronę kosztuje 1 GEL (kocham Cię Gruzjo!). W okienku należy kupić kartę (2 GEL), którą ładuje się dowolną kwotą. Karta działa też w metrze więc warto się w nią zaopatrzyć. Jedziemy. Widok z góry jest super! Po 4 minutach jesteśmy na wzgórzu, idziemy do pomnika Matki Gruzji i wracamy do Twierdzy Narikala. Widoki są cudowneee! ❤

Schodzimy na dół, przechodzimy przez Most Pokoju vel. Podpaska i docieramy do Wieży Zegarowej, która wygląda jakby miała zaraz runąć.

Nogi nam wchodzą w tyłki. Czas na wyżerkę! Idziemy do restauracji Racha, którą bardzo poleca Marcin Meller w swojej książce „Gaumardżos”. Knajpa jest totalnie niewyględna, reklam brak, sama z siebie nigdy bym tam nie zajrzała. Wchodzimy do środka. Jest grupka Polaków, Rosjanie polewają czczę z butelki po wodzie mineralnej. Nie bawią się w kieliszki tylko przechylają pełne szklany. Zebrało im się na amory, bo zaczęli się przytulać. Kucharz z fajkiem w buzi (w przerwie między zębami dla ścisłości) podaje jedzenie przez okienko z kuchni, wszędzie napalone że siemasz, pani za barem liczy czy hajs się zgadza na liczydłach. Mamusiu kochana co tu się w ogóle wyprawia?!  Zamawiamy jedzenie, dostajemy mega porcje, a rachunek wynosi 12 GEL. W łazience zastaję dziurę, a mechanizm spłuczki skonstruowany był ze śrubki i kabla (sądzę że od telewizora). W takiej knajpie jeszcze nie byłam, nawet w Wietnamie czy Chinach!

Wracamy do hotelu po plecak i jedziemy na dworzec Didube. Jedziemy do Kazbegi, ale o tym w następnym wpisie! Będzie pięknie, mówię Wam!

Kolejnego dnia wieczorem wracamy do Tbilisi. Niestety leje i wcale nie chce przestać. Check-inujemy się w hotelu, tym razem w okolicy Pałacu Prezydenckiego. Hotel 7 Rooms polecam w 101%! Było tanio, bardzo czysto i wszędzie blisko. Po kolacji padamy na nosy.

Wstajemy, dalej leje, fuck! W hotelu mieliśmy śniadanie. Kotlet mielony to nie to czego oczekuję. Zadowalam się kawą. Idziemy pod katedrę Trójcy Świętej. Jest przeogromna! Później spacerowaliśmy, piliśmy i jedliśmy. Tego dnia nie chciałam się nigdzie spieszyć tylko chłonąć miasto. Spacerowaliśmy Aleją Rustawelego, wpadliśmy na polską restaurację Warszawa, byliśmy jeszcze raz w Rachy. Tym razem rachunek wyniósł całe 30 GEL, bo wzięliśmy 6 dań i czaczę na wynos. Wieczorem jeszcze raz wjechaliśmy na szczyt kolejką linową. Faaajnie tu, chociaż poza utartymi szlakami Tbilisi wygląda gorzej niż Praga Północ w najgorszym wydaniu. Starówka i centrum są niemalże wymuskane, ale zaplecze Pałacu Prezydenckiego i okolica katedry Trójcy Świętej pamiętają ciemne czasy.

Wyjeżdżamy w nocy. Około 3 nad ranem kierowca z hotelu odwiózł nas na lotnisko (tym razem obeszło się bez nieprzyjemności). Do zobaczenia urocza Gruzjo! Na długo Cię zapamiętam i na pewno Cię jeszcze odwiedzę!

Info praktyczne:

  • 1 GEL (lari)~ 1,6 PLN. Lari kupiliśmy w kantorze w Galerii Mokotów,
  • Z lotniska w Tbilisi kursuje autobus miejski nr. 37 do Centrum, bilet kosztuje 50 tetri. Przed wyjazdem przeczytałam, że pierwszy kurs jest o 7 rano. To nie do końca prawda, bo o 4:30 widziałam jak autobus odjeżdża,
  • Taxi z lotniska do Centrum powinna kosztować około 30 GEL,
  • W Tbilisi są dwie linie metra, jeden przejazd kosztuje 50 tetri,
  • Warto zaopatrzyć się w kartę miejską (2 GEL depozytu), którą można doładować dowolną kwotą. Z jednej karty może korzystać więcej niż jedna osoba. Karta obowiązuje też przy wjeździe kolejką linową,
  • Marszrutki do innych miast odjeżdżają z dworca Didube, do którego dojedziecie metrem,
  • Racha to obowiązkowy punkt na mapie gastronomicznej Tbilisi, adres: ul. Mikheil Lermontovi 4 – rzut beretem od Placu Wolności.

მადლობა [madloba] za uwagę! Zostawiam fotki 😇

 

 

 

 

 

 

Komentarze