Good morning Vietnam!

Good morning Vietnam!

Lotnisko. Uwielbiam lotniska. Uwielbiam patrzeć na ludzi z najróżniejszych stron świata. 28 maja, w końcu nadeszła ta chwila. Cześć Okęcie, Ty moje ulubione lotnisko. Po 7 miesiącach od kupienia biletu jesteśmy. Nareszcie! Mój pierwszy raz z Qatar Airways! Dzięki Qatar, że mogłam kupić bilet za mniej niż 2000zł do Ho Chi Minh, a wrócić z Hanoi. Proszę, ześlij mi teraz równie tani bilet do Tajlandii  🙂

Zapakowaliśmy się do samolotu o czasie, a z nami wieeeeelka chińska wycieczka emerytów. Teraz uwaga – zadam Wam pytanie. Co jest gorsze podczas długich lotów – płaczące dzieci czy 25 nieokrzesanych Chińczyków? Na dzieci można mieć chociaż minimalny wpływ, ale na Chińczyków walących paluchami w monitor wbudowany w mój fotel nie do końca. Kto miał z Chińczykami bliższe spotkania ten wie co mam na myśli.

Qatar mnie nie zawiódł! Jedyne ‘ale’ to za mały samolot na odcinku Warszawa – Doha. Nie będę się czepiać, bo wiem że to ma się zmienić od lipca 2016. 🙂

W Doha mieliśmy piękne lądowanie. Dzięki mężu, że oddałeś mi siedzenie przy oknie, bo dzięki temu widziałam cudowną panoramę Dohy niemalże na wyciągnięcie ręki. Szybkie siku, czasu na rekonesans po bezcłówce nie było, jest samolot do Ho Chi Minh. No to cześć, lecimy dalej!

O 13:30 wietnamskiego czasu wylądowaliśmy w Ho Chi Minh, czyli dawnym Sajgonie. Mieliśmy już wizę (więcej o wizach dowiecie się w tym wpisie) więc nie musieliśmy czekać na wydanie wizy on arrival na podstawie promesy.

iiiiiiii…Good morning Vietnam!

Jesteśmy na wietnamskiej ziemi obiema nogami, dokoła Wietnamczycy, którzy odbierają swoje bagaże (giga pudełka – nigdy nie przestanie mnie to zaskakiwać), jest super ciepło, świeci słońce, teraz czelendż – nie przepłacić za taxi! W Wietnamie trzeba się targować nawet o cenę taxi na lotnisku. Cena początkowa 600 000 VND (ok. 105 zł). Chybaś pan z choinki się urwał! Stanęło na 200 000 VND (ok. 34 zł), ale myślę, że i tak przepłaciliśmy.

Przed wyjazdem zarezerwowałam całkiem przyzwoity hostel –  Saigon Charming Hostel, zaraz obok dużego przystanku autobusowego i 10 minut pieszo do Ben Thanh Market, który jest w samym sercu miasta. Cena też była przyzwoita bo, 260zł/2 osoby/3 noce za prywatny pokój z łazienką (styl azjatycki  – prysznic nad toaletą bez brodzika/zasłonki).

Jeszcze nie zdążyliśmy zrobić check-inu, a wycieczka do Delty Mekongu (8$) i bilet na autobus do Siem Reap (28$) były nasze. Musicie wiedzieć, że w Wietnamie wycieczki i bilety same wpadają w ręce. Recepcjonista (o nazwisku Nguyen, podobnie jak 90% populacji Wietnamu) dał nam mapę i zaprosił na śniadanie (wliczone w cenę) następnego dnia. Szybki prysznic i ruszamy sprawdzić jaki ten Sajgon jest.

Kierunek Ben Thanh Market, bo to właśnie wokół niego toczy się życie towarzyskie Sajgonu. O mamusiu co tam się działo! To jakiś SAJGON! Drogi pieszy uczestniku ruchu, to że stoisz na pasach i masz zielone światło dokładnie nic nie oznacza! Trzeba zamknąć oczy (ale najpierw upewnić się czy nie jedzie autobus) i iść przed siebie, skutery Cię wyminą. Skuterów jest tam chyba miliard, nadciągają z każdej możliwej strony, a trąbienie to sport narodowy Wietnamczyków. Powiedzenie ‘ale Sajgon’ w tym mieście ma bardzo duży sens. W pobliżu Ben Thanh jest mnóstwo knajp i garkuchni. Ta wycieczka była jak rozkosz dla kubków smakowych. Jak odtwarzam w myślach spacery po Sajgonie to mam wrażenie, że tylko tam jedliśmy.

Po sprawdzeniu czym pachnie Ben Thanh (turystami, takimi jak my), podreptaliśmy w kierunku katedry Notre Dame. To największa rzymsko-katolicka katedra w mieście, ufundowana przez francuskich kolonizatorów, gdzie msze odprawiane są również po angielsku. Tuż obok katedry znajduje się poczta główna. To okazały budynek w stylu kolonialnym, który został zaprojektowany przez samego Gustave Eiffel’a. W środku czuwa wujek Ho na wielkim portrecie. Te dwie budowle uważane są za jedne z największych atrakcji miasta. Piękny i podobny kościół jest też w Rykach, a poczta jak poczta, nic nadzwyczajnego. Sorry, ale nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia. Przeszliśmy się też deptakiem, który ciągnie się od  Ho Chi Minh City Hall, widzieliśmy Bitexo Financial Tower, budynek teatru, i tak na prawdę w dwie godziny zobaczyliśmy główne atrakcje miasta.

Niestety mało porywające to wszystko. Ale wiecie co? Wszystko wynagrodziło jedzenie! O mamusiu, ile w tych garkuchniach mają dobroci! Pod katedrą Notre Dam zamówiliśmy naleśniki z papieru ryżowego (tu więcej o wietnamskim jedzenieu) przyrządzone na grillu, który został wykonany z metalowego wiaderka z rusztem na wierzchu. Zapłaciliśmy i czekamy. Pani wrzuciła tam zioła, jajko przepiórcze, krewetki… i uciekła! Zawinęła swój dobytek i biegła ile sił w nogach. Wiecie co się stało? Akurat patrol policji się przechadzał w pobliżu. Kobieta uciekła tylko na drugą stronę ulicy, a my za nią. Najwyraźniej to nielegalny biznes. Rozstawiła swoją kuchnię i jak gdyby nigdy nic grilowała dalej dopóki patrol znów nie przeszedł przez ulicę. Wtedy znów uciekła. No szaleństwo jakieś!

Sajgon chłonęliśmy wszystkimi zmysłami. Jedliśmy ile się dało, a najlepsze co nas spotkało to grilowane przegrzebki z orzeszkami. Dzięki Ci Sajgonie za to! To było przepyszne i tanie (17zł za całą kolację z piwem i pyszną bagietką).

Tego wieczora, zmęczeni po długim locie i spacerze po równie męczącym mieście, wróciliśmy do hostelu z nadzieją na sen. I co? Nic z tego, jet lag prawie mnie wykończył, przeczytałam pół książki i dalej nic. Udało mi się usnąć około 3:00. Rano czekało na nas śniadanie i przepyszna kawa po wietnamsku (właśnie ją popijam pisząc ten post ;)), która dała mi nowe życie.

Jedziemy na wycieczkę do Delty Mekongu! O 8:00 przyszedł po nas kierownik wycieczki i mini busem pojechaliśmy w zaplanowanym kierunku. Po 2,5 h jazdy dotarliśmy do miasta My Tho, gdzie zapakowaliśmy się do warczącej łódki.

Pływaliśmy po Mekongu. Zwiedzaliśmy pobliskie wysepki. Widzieliśmy jak się robi wiórki kokosowe i cukierki durianowe. Degustowaliśmy miód, można było sobie zrobić zdjęcie z wężem, słuchaliśmy też wietnamskich piosenek na żywo. Wiecie co? Czułam się jak ciele podążające za stadem. Zdałam sobie sprawę jak bardzo nie lubię zorganizowanych wycieczek. Wiało komerchą z każdej strony! Ale czego ja się spodziewałam kupując ten trip? Wycieczki nie przekreślam na amen, bo w planie była jedna, jedyna rzecz, która strasznie mi się podobała. Spływ małą łódką po kanale, który otaczał wodny las kokosowy. Fakt, że trwało to 15 minut, ale było mega! Całej reszcie i temu konkretnie przewodnikowi mówię wielkie NIE. Będąc w Wietnamie zdecydowaliśmy się jeszcze dwa razy na wycieczkę zorganizowaną, do ruin My Son i do Ha Long Bay. Z tym, że w My Son zaplanowane było tylko zwiedzanie ruin, przewodnik był do rzeczy i nie trzeba było sobie robić zdjęcia z wężem. Do Ha Long Bay pojechaliśmy z biurem (podobnie jak 90% turystów), bo nie mieliśmy czasu na własne kombinacje i nie żałujemy, bo tam organizacja całkiem niezła.

Wieczorem wróciliśmy do Ho Chi Minh, szybki prysznic i kolejny jedzeniowy spacer po mieście. Wietnamczycy dobrze karmią, oj dobrze! Zupełnym przypadkiem trafiliśmy na Phạm Ngũ Lão Street. Nie byłam w Bangkoku (update: już byłam😇), ale myślę że to coś na kształt Khao San Road. Opiliśmy się tam taniego piwa i najedliśmy po uszy. A teraz spaaaać!

Kolejny upalny dzień, tak upalny, że miła, wietnamska babcia zagadała nas w parku, kiedy walczyliśmy o życie popijając czwartą butelkę wody tego dnia. Zapytała czy nam też jest tak gorąco, bo jej trochę dziś za ciepło. Babciu my się roztaaaapiamy! AccuWeather powiedziało, że temperatura odczuwalna to jedyne 51C. Jak żyć się pytam?! Chodząc od cienia do cienia!

Kierunek Muzeum Wojny w Wietnamie. Muzeum jest w Dystrykcie 1. Z okolicy Ben Thanh Market można tam dojść na piechotę. W sumie w Sajgonie wszędzie chodziliśmy na piechotę. W pobliżu Muzeum zaczepiali nas kierowcy tuk-tuków mówiąc, że Muzeum jest zamknięte. Proponowali, że chętnie zabiorą nas gdzieś indziej. Faktycznie w ciągu dnia jest przerwa i zamykane jest w godz. 12-13:30, ale my byliśmy tam grubo przed 11:00. Nie dajcie się nabrać! Muzeum jest zawsze otwarte, a przerwa jest tylko i wyłącznie od 12:00 do 13:30. Aha, kiedy dochodzi 12:00 strażnicy proszą turystów o opuszczenie budynku. Jeśli ktoś nie wyjdzie to zostanie zamknięty na 1,5h. Powaga, widzieliśmy to na własne oczy.

Będąc w Sajgonie trzeba tam pójść. To Muzeum pozwala zrozumieć więcej na temat bezsensownej wojny, w której ucierpiała niewyobrażalna ilość ludzi. Powiem Wam, że bolało mnie serce, ale dzięki temu zaczęłam czytać i dowiadywać się więcej. Nie jestem w stanie pojąć tego, po co Amerykanie wyrządzili Wietnamczykom tyle krzywd. Nie będę się rozpisywać na temat wojny, bo o tym można napisać niejedną książkę. W każdym razie jak będziecie w Sajgonie to zaplanujcie tam wizytę.

Po wizycie w Muzeum wybraliśmy się do taoistycznej pagody Jade Emperor. Klimatyczne miejsce! Później pojechaliśmy na lokalny market Binh Tay. Tam było bardzo lokalnie. Było tak lokalnie, że bardziej się nie dało. Tylko my i tysiące Wietnamczyków! Można tam kupić świeże warzywa, owoce, mięso. Ten market położony jest dość daleko od centrum, ale jeśli ktoś chce podpatrzeć codzienne życie to warto tam zajrzeć. Wieczorem wróciliśmy na Phạm Ngũ Lão Street znów na piwo i objeść się po uszy. Chodziliśmy od straganu do straganu i próbowaliśmy lokalnych przysmaków. To w Sajgonie jest najlepsze!

Sajgon nie porywa atrakcjami, ale może dać się lubić. Trzeba dużo chodzić, najlepiej się zgubić i jeść ile się da, bo karmią tam doskonale. To miasto doskonale oddaje ‘azjatyckość’ jeśli wiecie co mam na myśli 🙂 Nie ma sensu zostawać tam dłużej niż dwa dni. Na dłuższą metę to męczące miejsce. Spacer to raczej wyzwanie, bo chodniki pozastawiane są skuterami. Przejście przez ulicę to walka o życie (chociaż w Hanoi było jeszcze gorzej, ale o tym później). To dobra baza wypadowa w inne części Wietnamu, a nawet do Kambodży, bo autobusem można się dostać w 7h do Phnom Penh za śmieszne pieniądze. To właśnie Kambodża była naszym kolejnym celem! Do następnego!😇

P.S. przeglądając fotki zwróćcie uwagę na kable nad ulicami, daję Wietnamczykom 6+ za pomysłowość 🙂

Cảm ơn za uwagę! zostawiam fotki 🙂

Komentarze