Kuching, Borneo: informacje praktyczne, co zrobić i zobaczyć w mieście i okolicy

Kuching, Borneo: informacje praktyczne, co zrobić i zobaczyć w mieście i okolicy

Myśląc o Borneo wyobrażałam sobie niczym nie skażoną przyrodę, lasy deszczowe i dzikie zwierzęta. Kiedy dotarliśmy do naszej bazy wypadowej – Kuching, okazało się, że to najnormalniejsze na świecie miasto z nowoczesnymi centrami handlowymi. To w końcu stolica i największe miasto stanu Sarawk, który leży w zachodniej części malezyjskiego Borneo. Aha, musicie wiedzieć, że kuching po malezyjsku to po prostu kot! Na ich cześć powstały pomniki, a nawet muzeum. Ale ja nie o tym (chociaż koteły kocham)! Kuching to fajne miasto z super Chinatown, ale najważniejsze znajduje się za miastem. To właśnie tam można zobaczyć namiastkę totalnie dziewiczej przyrody Borneo!

Ciekawostka 👉  Wiecie, że Borneo to trzecia największa wyspa na świcie i największa w całej Azji?

Przy okazji wpisu o Borneo ciężko pominąć jeden trudny temat – plantacje palmy olejowej! Przykre jest to, że dziewicza dżungla znika na naszych oczach. Wycinana jest bowiem, po to żeby ustąpić miejsca plantacjom palmy olejowej. W związku z tym, że to najtańszy tłuszcz roślinny dodawany jest do wielu wyrobów. Znajdziecie go w składzie wielu produktów spożywczych czy kosmetyków. No i Malezja, zaraz po Indonezji,  jest największym na świecie eksporterem tegoż oleju. Tylko w stanie Sarawak plantacje palmy zajmują ponad 12% powierzchni, a w sąsiednim Sabah już ponad 21%! Sami widzicie, dom dla setek gatunków zwierząt znika niemalże na naszych oczach. Nie będę się rozpisywać, bo uważam, że moja wiedza nie jest wystarczająca do wyczerpania tego tematu. Twierdzę za to, że warto o tym mówić i uświadamiać innych, że olej palmowy to zło.

Co zobaczyć i co zrobić w okolicy Kuching?

To co najlepsze znajduje się za miastem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, bo do Kuching przylecieliśmy tylko na trzy dni. Mimo wszystko wykorzystaliśmy ten czas na maxa i obrazki z Borneo na długo pozostaną w mojej głowie! W niektórych momentach można było się nawet wzruszyć. Wiem, że to na razie brzmi jak banał, ale zaraz wszystko zrozumiecie! 😊 To co zrobić i co zobaczyć?

1. Absolutny must, czyli Semenggoh Wildlife Rehabilitation Centre! To centrum rehabilitacji orangutanów założone w 1975 roku, do którego trafiały osierocone, uratowane z niewoli lub chore zwierzaki. Orangutany są tam rehabilitowane, a następnie wypuszczane na wolność. Kiedy trafiają do swojego środowiska naturalnego pracownicy centrum monitorują ich zachowania. Dzięki temu kontrolują czy zwierzaki radzą sobie same czy w dalszym ciągu potrzebują pomocy. Dziś w Semenggoh żyje kilkadziesiąt orangutanów. Można je podglądać podczas pory karmienia. Wiedzcie, że orangutany żyją tam w swoim naturalnym środowisku, tzn. w lesie. Nie ma tam żadnych klatek czy ogrodzeń! Zostały jedynie przyzwyczajone do kontaktu z człowiekiem przez to, że codziennie są karmione. A karmione są dlatego, że las, który znajduje się na terenie centrum jest na tyle mały (653 hektary), że nie jest w stanie wyprodukować wystarczającej ilości żywności dla tak pokaźnej grupy orangutanów. Karmione są przez pracowników słodkimi ziemniakami, bananami, kokosami, trzciną cukrową, papajami czy ananasami. No i to jest właśnie wzruszające, bo kiedy widzisz człekoształtnego, który został uratowany przed ludzką głupotą serce zaczyna być szybciej! No serio, dla mnie to był wzrusz na maxa.

Od momentu wizyty w Semenggoh skrupulatnie analizuję etykiety wszystkich produktów spożywczych i kosmetyków, które kupuję. Im mniej produktów z olejem palmowym będziemy używać tym mniejsze będzie na niego zapotrzebowanie. Prawda? 🙂

Bilet wstępu: 10 RM (ok. 9 PLN)

Pory karmienia: 09:00-10:00 oraz 15:00-16:00

Transport z Kuching: autobus nr K6 (z tego co wyczytałam koszt to ok 4 RM, czyli ok. 3,50 PLN w jedną stronę) my natomiast postawiliśmy na Graba, bo było szybciej i wygodniej (koszt przejazdu w jedną stronę to ok. 30 RM, czyli ok. 28 PLN). Z centrum Kuching do Semenggoh jest ok.35 km. Przejazd nie powinien zająć więcej niż 30-40 minut.

Pro-tip 👉 kasę biletową i miejsce, w którym orangutany są karmione dzieli jakieś 20 minut marszu. Przy kasach bądźcie najlepiej 20 minut przed porą karmienia.

2. Wybierzcie się na trekking po Parku Narodowym Bako. Znajduje się on ok. 37 km na północ od Kuching. To super pomysł na wypad za miasto! Dla zwiedzających wytyczono 16 tras, które są mega malownicze! Wyobraźcie sobie naturalne schody z korzeni, mega soczystą zieleń i skalne wybrzeże Morza Południowochińskiego. Będziecie mogli tam podziwiać najróżniejsze gatunki roślin, a jeśli Wam się poszczęści to spotkacie rzadkie gatunki zwierząt, np. nosacza, który jest gatunkiem endemicznym. Nam spotkanie z nosaczem nie było dane, ale za to widzieliśmy makaki i świnie brodate (długie ryjki mają skubane!). W parku można się również zatrzymać na noc. Rezerwacji możecie dokonać tu. Zainteresujcie się tym sporo wcześnie. Kiedy chciałam zabukować pokój na miesiąc przed wyjazdem było już za późno.

Transport: z Kuching do Bako Village (jetty = przystań) dotarliśmy Grabem (ok. 30 RM, czyli ok. 28 PLN w jedną stronę). Wiem też, że z dworca autobusowego Kuching kursuje tu autobus nr 1. W Bako Village należy kupić bilet na łódkę (40 RM, czyli ok. 38 PLN od osoby w dwie strony), którą dostaniecie się na właściwy teren parku. Uwaga – nie ma innej możliwości transportu, jedyna opcja to Grab/taxi/autobus do Bako Village + łódka na teren parku!

Bilet wstępu: 20 RM (ok. 18 PLN), całkowity koszt wycieczki do Bako to Grab/taxi/autobus do Bako Village + łódka na teren parku + bilet wstępu.

Ważne info: po dotarciu do parku należy udać się do centrum rejestracji. Po uprzednim otrzymaniu mapy oraz instrukcji co do szlaków, trzeba zadeklarować na który z nich się wybieracie.

3. Wpadnijcie do Sarawak Cultural Village. To istny, żyjący skansen, w którym zobaczycie domy ludów, które zamieszkują lub zamieszkiwały Borneo. Będziecie mogli wejść do podłużnego domu plemienia Iban, który zbudowany jest na wysokich palach, zobaczycie jak wyrabiane jest ludowe rzemiosło, obejrzycie występ, tzw. “Cultural Show” i spróbujecie lokalnych potraw (curry z dynią – sztos!). Wszystko to znajduje się w pięknym ogrodzie na tle malowniczych gór.

Bilet wstępu: 60 RM (ok. 58 PLN) w kasie, 50 RM (ok. 48 PLN) jeśli zarezerwujecie wcześniej tu.

Godziny otwarcia: 09:00 – 17:00 (Cultural Show: 11:30 – 12:15 i 16:00 – 16:45)

Transport: My z Kuching dotarliśmy tu znów Grabem (koszt przejazdu to ok. 40 RM, czyli ok. 38 PLN). Wiem też, że z Kuching Bus Terminal kursuje tu autobus. 🙂

4. Zajrzyjcie do Chinatown w Kuching. Mega klimatyczna główna ulica przyciąga lokalnymi knajpami i herbaciarniami. Uroku dodają rozwieszone między budynkami chińskie lampiony. To z pewnością moje ulubione miejsce w całym mieście!

5. Spacerujcie wzdłuż rzeki Sarawk. Znajduje sie tam przyjemny deptak (Kuching waterfront), z którego dostaniecie się między innymi na Golden Anniversary Bridge. Most ten prowadzi do Urzędu Władz Lokalnych, który znajduje się w bardzo nietypowym budynku. Na pierwszy rzut oka może przypominać cyrk. No sorry, taka prawda. 🙂

6. Zjedzcie Sarawak Laksa. To kolejna odmiana znanej w Malezji i Singapurze zupy. Ta jest kremowa, z górą kiełków fasoli mung i pokaźną ilością giga krewetek. Pyszka!

7. Zróbcie zakupy na India Street (Pedestrian Mall).

8. Zobaczcie murale Orang Utan, które znajdują się na Jalan Power. Są przeładne!

9. Spróbujcie lokalnych przysmaków w food courcie pomiędzy Jalan Power i Jalan Market!

Gdzie się zatrzymać w Kuching?

Kuching to dość spore miasto z pokaźną bazą noclegową. Najsensowniejszą lokalizacją wydaje mi się jednak okolica Kuching Waterfront, ChinaTown czy Cat Statute. My zatrzymaliśmy sie w The Waterfront Hotel, który był rewelacyjny. W życiu nie spotkałam się z takim stosunkiem jakości do ceny jak tam. Za 180 PLN (1 noc/2 osoby) dostaniecie pokój, którego nie powstydziłby sie podstawowy pokój z warszawskiego Hiltona. W cenę wliczone jest śniadanie w formie olbrzymiego bufetu. Serwowane są tam malezyjskie specjalności (nasi lemak ❤), kontynentalny standard, a nawet sushi! Obsługa jest na szóstkę, a lokalizacja to sztos. Bardzo Wam polecam tą miejscówkę. 🙂

P.S. Zazwyczaj preferuję noclegi w butikowych hotelach, np. heritage inn jak w Georgetown na Penang. Twierdzę, że takie miejsca mają zdecydowanie więcej klimatu. W Kuching zdecydowaliśmy się na hotel „moloch” ze względu na mega lokalizację i mimo ogromu tego miejsca twierdzę, że był to bardzo dobry wybór.

Jak się dostać do Kuching?

Bez większego problemu dostaniecie się tu samolotem. Tanie linie latają tu za grosze z wielu miast w Malezji, z Chin, Singapuru, Brunei czy z Indonezji, np.

– AirAsia dostaniecie się tu z: Bintulu, Johor Bahru, Kota Bharu, Kota Kinabalu, Kuala Lumpur–International, Miri, Penang, Pontianak, Shenzhen, Sibu, Singapuru czy Tawau.

Dobre ceny miewają też tanie linie Malindo, które mają ta przewagę nad AirAsia, że bagaż nadawany jest wliczony w cenę biletu.

– Malindo Air dostaniecie się tu z: Kuala Lumpur–International i Kota Kinabalu.

My za lot AirAsia z Kota Bharu zapłaciliśmy niecałe 200 zł (z bagażem nadawanym do 15kg).

Z lotniska do centrum dostaniecie się natomiast Grabem za niewielkie pieniądze. My za przejazd z lotniska do The Waterfront Hotel zapłaciliśmy ok. 20 RM (ok. 19 PLN).

Jeśli będziecie mieli jakieś pytania co do Kuching i okolicy to dajcie znać! Jeśli tylko będę w stanie to pomogę. 🙂

Komentarze