AzjaChiny

Model chińskiej rodziny

Model typowej, chińskiej rodziny to dwa + jeden. W przypadku mojej rodziny goszczącej to mama, tata i Haha, zwany też Howardem lub Grubym (ale tylko przeze mnie). Tu znajdziecie więcej info o tym jak znalazłam się w Chinach.

Głowa rodziny, ojciej, mąż i wielki biznesmen wychodził z domu bardzo rano. Zazwyczaj wracał jak już spałam. Wiele razy próbowałam dowiedzieć się, czym tak naprawdę się zajmuje. Lucy (żona i matka) zawsze luźno odpowiadała: on robi performance (występy). Sęk w tym, że bardzo kiepsko mówiła po angielsku, przez co dialog był mocno utrudniony. Jej mąż natomiast znał dwa słowa w języku lengłicz angielskim. Były to: hello i swim. Sami rozumienie. Nie pogadaliśmy sobie. W każdym razie sądząc po tym jakie mieli mieszkanie, samochody i ile juanów zostawiali w knajpach domyślam się, że byli naprawdę zamożni. I o to chodzi. Ważne żeby hajs się zgadzał. Ojciec ma zarabiać, ma wychodzić na całe dnie z domu i nie przeszkadzać żonie w ‚obowiązkach domowych’. Może ma nawet kogoś na boku. Ważne, że suma na wspólnym koncie się zgadzała.

Lucy, matka i żona, twierdziła natomiast, że poświęca się rodzinie. Niegdyś mieszkała w Australii i Hong Kongu. Pracowała w międzynarodowych korporacjach. Mimo wszystko jej znajomość języka angielskiego była na bardzo kiepskim poziomie. Kiedy spedzałam u nich wakacje całe dnie przesiadywała przed komputerem. Całe dnie chodziła w koszuli nocnej. Nie imała się prac domowych. Nie sprzątała, bo miała ayi (ciocia = sprzątaczka). Czasem jednak gotowała. Na margnesie – całkiem dobrze jej to wychodziło. Wydawała też pieniądze. Kupowała ubrania, których nawet nie wypakowywała z toreb na zakupy. Jadała w dobrych knajpach. Wiele razy tłumaczyła mi, że nie pracuje, bo woli poświęcić się dziecku. Wydaje mi się to dość dziwne, bo Howard chodził do szkoły z internatem. W domu bywał tylko w weekendy. Wyjątkiem były wakacje. Wtedy uczył się ze mna i grał na ipadzie.

Jakkolwiek by nie było Lucy bardzo dbała o Hahę (jak już był w domu) i o mnie. Zapraszała mnie do knajp, zabierała na spotkania rodzinne, często zapraszała mnie na popołudniowe pogaduchy. Była ciekawa jak się żyje w Polsce. Wypytywała o relacje w polskim małżeństwie, o uczucia i przede wszystkim o pieniądze. Musicie wiedzieć, że w Chinach o wszystkim decyduje hajs.  Lucy szczerze i otwarcie mówiła o tym, że gdyby jej obecny mąż nie byłby bogaty to nie wyszłaby za niego. Uczucia się nie liczą.

Życie Hahy natomiast nie było usłane różami. Już wiecie, że w roku szkolnym mieszkał w szkole z internatem. Nauka to podstawa, nie? W wakacje, każdego dnia uczył się ze mną angielskiego. Czytaliśmy, robiliśmy ćwiczenia, rozwiązywaliśmy testy, oglądaliśmy bajki. Kiedy Haha nie chciał czytać Lucy kazała mi na niego krzyczeć. No nie wiem. 😑 Jeśli ja tego nie robiłam to sama krzyczała w niebogłosy. Po angielskim lekcja kaligrafii i powtórka matematyki z ojcem. No szkoda mi czasem było Grubego. Na szczęście był całkiem bystry i szybko się uczył.

Teraz czujecie? Każdy ma przypisaną swoją rolę.

  • Ojciec ma zarabiać gruje juany, wychodzić z domu, żyć własnym życiem, przymykać oko na to co robi żona,
  •  Żona ma przede wszystkim żyć na pokaz,
  • Haha ma się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć.

P.S. relacji małżeńskich nie zaobserwowałam. Chyba że mowa o kłótniach, to a i owszem.

Chyba smutne to życie. Nie sądzicie?

 

Komentarze