Numero uno in Italia! | Cinque Terre

To miejsce od dawna gościło na szczycie mojej włoskiej ‘bucket list’. Zupełnie nie wiem dlaczego dopiero niedawno udało mi się tam trafić. Przecież to takie proste. Lot z Modlina do Pizy, pociąg do La Spezia, szybka przesiadka w regionalną kolejkę, 8 minut i jestem w Riomaggiore! Riomaggiore! To nawet ładnie brzmi!

Oprócz 4-godzinnego opóźnienia na lotnisku w Modlinie, które nazwałam wtedy Kurnikiem i palącego się pociągu wszystko byłoby git. Nie wiem czy wiecie, ale w Kurniku jest tylko jedna toaleta dla wszystkich odlatujących podróżnych. Kolejka do babskiej była dłuższa niż kolejka po darmową kawę w Maku. Teraz czujecie? Stary dobry Ryan rzucił nawet po voucherze na napój i kanapkę. Tu uprzedzę pytania. Nie, voucher obowiązywał tylko na napoje bezalkoholowe. Dobrym rozwiązaniem byłoby jednak znieczulenie się, bo ponad 5 godzin w Kurniku to jedna wielka męczarnia. Nie myślcie jednak, że z Ryanem już się nie lubimy. Mam już kolejny bilet. Również z Kurnika. Jeśli Ryan wypłaci nam odszkodowanie to miłość znów rozkwitnie. Teraz mamy chwilową kosę. [Update: Ryanair wypłacił nam odszkodowanie – impossible is nothing!]

Mamma Mia! Jesteśmy w samolocie. Pilot mówi, że dalej nie możemy wystartować. Czy już wyszłam z siebie i stanęłam obok? Niech się zastanowię. Check-in w zarezerwowanym hotelu możliwy jest tylko do 24:00. Jest 22:40. Dzwonię tam uprzedzić o zaistniałej sytuacji! Odbiera Italiano Czelentano. Zatem produkuje się w języku lengłicz angielskim. Czelantano na to ‘no inglisz, no inglisz’ i rzucił słuchawką. Sąsiadka z fotela obok zaproponowała, że zadzwoni i wytłumaczy po włosku. Grazie, grazie very macz! Lekcja włoskiego numer 1. Ritardo znaczy opóźniony! Lecim!

Miałam nadzieję, że z lotniska do hotelu dotrzemy na piechotę. Lotnisko w Pizie jest praktycznie w mieście.  Spacer z lotniska do głównej stacji kolejowej Piza Centrale zajmuje 15 minut. No i dzięki temu nie płaci się milion monet w euro za taxi. Chyba, że lądujesz w środku nocy i masz wszystkiego dość. 8 EUR i jesteśmy w Hotelu Cecile.  Italiano Czelentano nie potrafi nawet powiedzieć w języku lengłicz, że nasz pokój jest na drugim piętrze. Nie sądzicie, że to przesada? Nie byliśmy w Pizidziwólce tylko w mega turystycznym mieście zaraz przy Krzywej Wieży, a recepcjonista śpiewa tylko po włosku.

Kolejny dzień, piękne słońce, panini w jednej łapie, w drugiej kawa. Nic nie jest ritardo. Idziemy zobaczyć Krzywą Wieżę. Jest na prawdę krzywa! Miałam wrażenie, że wszystkie chińskie i japońskie wycieczki są dziś właśnie pod Krzywą Wieżą.  Co drugi osobnik udaje że podtrzymuje Wieżę i pozuje do zdjęcia. Przekomiczne widowisko! Spacerujemy i jemy gelato. To jest właśnie dolce far niente. Radość z nicnierobienia, gelato, słońce (i milion przepychających się azjatyckich przybyszy, ale nie obchodzi mnie to).

Wracamy do hotelu po walizki i idziemy na dworzec. Moja włoska bucket list zaraz się skurczy! Bilety na Tren Italia i Cinque Terre Express kupujemy w automacie, idziemy na binarno due, Tren Italia nie jest ritardo!  Po godzinie z małym kawałkiem lądujemy w La Spezia. Mamy 6 minut na przesiadkę! Biegniemy! Jaki tu tłok! W jakim kierunku właściwie jedziemy? Na wyświetlaczach nie ma nic a nic o Cinque Terre Express. Dobra wiem! Kierunek Levanto! Widzę pociąg, drzwi się zamykają, uff jesteśmy, zdążyliśmy! Po 8 minutach jazdy zatrzymujemy się w pierwszym miasteczku Riomaggiore! O mamusiu! Nawet widok ze stacji kolejowej jest zacny! Wysiadka!

To nasze miejsce na najbliższą dobę! Mieszkamy w Riomaggiore! Musicie wiedzieć, że Italianos zwęszyli interes. Ceny noclegów w całym Cinque Terre są kosmiczne. Zrobiłam rezerwację pół roku wcześniej w miłym pensjonacie Viadeibanchi (300 zł za pokój). Warunki nie były luksusowe, ale było tam wszystko czego potrzebowaliśmy. Lokalizacja? Bomba, 4 minuty spacerem do portu! Szybki check-in i idziemy zobaczyć jakie to Riomaggiore jest! Chcecie wiedzieć? Jest małe i przeurocze! Widok z tarasu nad portem urywa tyłek!

Spacerujemy i nie możemy się nacieszyć widokami! Tu jest naprawdę bosko! Dochodzę do wniosku, że to miejsce to moje numero uno in Italia!

Manarola, kolejne miasteczko. Kiedyś Riomaggiore z Manarolą łączyła via Amore. Teraz jest niestety zamknięta. Do Manaroli jedziemy zatem pociągiem. Tylko te ceny!  Nie są na propsie. Nie opłaca nam się dziś kupować Cinque Terre Pass, bo chcemy tylko wpaść do Manaroli. Pass kupimy jutro. No i co zrobisz? Nic nie zrobisz. Płać pan 4 EUR za bilet w jedną stronę. Podróż trwała całe 2 minuty. O zgrozo.

Jesteśmy w Manaroli! Tu naprawdę jest jak na zdjęciach z google grafika! Nie, że ściema! Spacerujemy, kręcimy się po wąskich uliczkach, kieliszek wina i bruschetta z widokiem na kolorowe miasteczko. Dolce far niente na maxa!

Wracamy do Riomaggiore. Wcześniej zrobiliśmy rezerwację w restauracji Enoteca Dau Cila, która jest w samym porcie. Rozumiecie szum fal, zachodzące słońce, tiko romantyko. Tylko, że my z tych nieromantycznych. My z tych którzy lubią się porządnie najeść. No i najedliśmy się po uszy. W życiu nie jadłam tak dobrej ośmiornicy w czerwonym winie jak tam! A to ravioli z owocami morza. Majstersztyk! Upewnijcie się koniecznie, że macie zrobioną rezerwację! Tej knajpy nie można ot tak po prostu ominąć.

Mówiłam już, że jesteśmy bardzo romantyczni? Kupiliśmy dwie butle prosecco, które popijaliśmy na skałach w porcie. W momencie kiedy pani siedząca obok poszła siknąć za kamień tuż za naszymi plecami spadliśmy z podium w konkursie na romantyków roku.

Kolejny dzień, włoska kawa, ciacho i w drogę. Plan jest taki – jedziemy do ostatniego miasteczka Monterosso, pózniej do Vernazzy, Cornigili, wracamy do Rio po bagaże i jedziemy do Pizy. Najpierw kupujemy Cinque Terre Pass w okienku na stacji. Kosztuje 16 EUR i upoważnia do nieograniczonej ilości przejazdów w ciągu jednego dnia (ważny jest od momentu skasowania do 24:00) pomiędzy La Spezia i Levanto. Na podstawie Cinque Terre Pass można również wchodzić na szlaki, które łączą miasteczka. Wsiadamy do pociągu, który pęka w szwach. Wlecze się  niemiłosiernie. Umarł w Manaroli! No i jest ritardo! Pociąg nie rusza, pasażerowie czerwoni z nerwów. Co jeszcze? Dym! Pali się w ostatnim wagonie! No to będzie duże ritardo! Spokojnie, nic nikomu się nie stało. Po 30 minutach pociąg ruszył. Najwidoczniej to nic poważnego. Znowu się wlecze. Po niecałej godzinie dotarliśmy do trzeciego miasteczka – Cornigili. Pociąg znowu umarł.

Zmiana planów. Zaczynamy od zwiedzania Cornigili. Wąskie uliczki, gelato i pizza. Pizza na mrożonym cieście. Jak mogliście?! We Włoszech to powinno być karane! Corniglia to najmniejsze miasteczko z całego Cinque Terre i przy okazji najmniej spektakularne, ale w dalszym ciągu urocze. Ma po prostu olbrzymią konkurencję.

Mamy dość pociągów i ritardo! Do Vernazzy postanawiamy iść na piechotę. Pani w informacji turystyczne powiedziała, że sandals very okey, way very easy, not difficult, one hour and you will see Vernazza. No dobra idziemy! Sandały okazały się jednak bardzo niestosownym obuwiem. „Ukłony i podziękowania” dla pani z informacji turystycznej! Teraz ja jestem jednym wielkim ritadro. 1,5 godziny później, z pokaleczonymi stopami, wymawiając w myślach najgorsze przekleństwa dotarliśmy do Vernazzy. Widok z góry na miasteczko był mega! Jak się mogę złościć w takim miejscu. Jest pięknie! Sami zobaczcie!

Vernazza była za to najbardziej zatłoczona. Opór ludzi, w knajpach wszystkie stoliki zajęte, na plaży opala się nawet kliku śmiałków. Woda była zimna jak piorun. W końcu to dopiero koniec maja. Leżmy na ławce, zimna lemoniada,  gelato i znów dolce far niente. Jak ja lubię Italię!

Stacja kolejowa. Proszę, powiedzcie, że pociągi nie są ritardo?! Nie były, uff. Jedziemy do ostatniego miasteczka Montersso. Tu czuć cywilizację. Są drogi i samochody. Jest też przeciętnej urody plaża, z leżakami w super promocji 17 EUR za dzień. Pyszny makaron, gelato i opalanie tyłka na plaży (nie na leżaku dla ścisłości). Czy my na prawdę musimy wracać?

Robi się późno. Zaczyna się ściemniać. Wracamy do Rio po bagaże, jedziemy do La Spezia i łapiemy pociąg do Pizy. I tu mega opcja. Śpimy w hostelu B&B Pisaland, który jest prawie w centrum i prawie na lotnisku. Pizza na niemrożonym cieście i spać! To takie zdrowie, najeść się pizzy na noc. Who cares! Rano w 4 minuty spacerowym tempem docieramy na lotnisko. Nie ma ritardo! Startujemy o czasie. Ciao Italia! Będę tęsknić, ale przecież wiesz, że wrócę!

Info praktyczne:
– Cinque Terre to Park Narodowy, który składa się z pięciu malowniczych miasteczek: Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso
– Z Pizy do Cinque Terre najlepiej się dostać pociągiem. Rozkłady możecie łatwo sprawdzić na stronie Tren Italia.

Piza – La Spezia – Tren Italia, 7,50 EUR
La Spezia – Riomaggiore – Cinque Terre Express, 4 EUR
*Warto kupić obydwa odcinki na jednym bilecie. Wtedy cena jest niższa (10,90 EUR). Bilety kupicie w automatach na stacjach.

– Po Cinque Terre najlepiej przemieszczać się pociągiem Cinque Terre Express. Kursuje on pomiędzy La Spezia a Levanto. Zatrzymuje się w każdym miasteczku, tj. Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso. Bilet jednorazowy kosztuje 4 EUR. Cinque Terre Pass natomiast kosztuje 16 EUR i upoważnia do nieograniczonej ilości przejazdów w ciągu jednego dnia (ważny jest od momentu skasowania do 24:00) pomiędzy La Spezia i Levanto. Na podstawie Cinque Terre Pass można również wchodzić na płatne szlaki, które łączą miasteczka (np. szlak pomiędzy Corniglią a Vernazzą).