Pływające markety | Khlong Lat Mayom & Taling Chan

Bangkok ma kilka ksywek. Duże Mango, Miasto Grzechu, Wenecja Wschodu. Ta ostatnia doskonale oddaje charakter tego miasta, bowiem w żyłach Bangkoku płynie woda. Poprzecinany jest tysiącem kanałów. Rzeka Menam przez 24 godziny na dobę żyje swoim szybkim tempem. Statki, promy, tramwaje wodne, longboaty, water taxi, łodzie wycieczkowe. Na wodzie dzieję się dużo. Mieszka się, robi się biznesy, sprzedaje się najróżniejsze rzeczy.

Wizytówką Bangkoku są pływające markety. W pobliżu stolicy jest ich kilka. Z centrum tętniącego życiem miasta w zaledwie kilkanaście minut można się przenieść w czasie. Wycieczka na pływające markety to uczta dla oczu, serca i kubków smakowych. Na pływających marketach być trzeba. Stały się dla mnie miejscem numer jeden w Wielkim Mango.

Kiedy tylko dotarliśmy na miejsce przenieśliśmy się do innego świata. Nagle hałas miasta ustąpił miejsca przekrzykującym się Tajom, którzy zapraszali do swoich stoisk. Korki na drogach ustąpiły miejsca niespiesznym łodziom i wąskim kanałom. Warto dać się namówić na godzinny rejs po kanałach. To doskonała okazja do podziwiania Bangkoku z zupełnie innej perspektywy. Perspektywy Tajów, którzy zamiast samochodów używają łodzi. Taki rejs to doskonała okazja do podglądania namolnego życia. Małe świątynie, drewniane domy, dzieci bawiące się na pomostach, kobiety w łodziach. To wszystko działo się na naszych oczach. Wtedy Bangkok pokazał się od innej strony. Spokojnej i niespiesznej.

Klong Lat Mayom i Taling Chan, bo o nich mowa, to pływające markety tuż pod Bangkokiem. Nie spodziewajcie się tysiąca łodzi i sprzedawców pamiątek. Tego tam nie ma. To nie turystyczny Damnoen Saduak czy Amphawa. Są kanały i zaledwie kilka łodzi (możne kilkanaście), z których Tajowie sprzedają doskonałe jedzenie. Jest swojsko!

Khong Lat Mayom szczególnie zawładnął moim serduchem. Wydaje mi się bardziej autentyczny od Taling Chan. Kiedy dotarliśmy tam z samego rana byliśmy jedynymi farangami (obcokrajowcami). Dokoła sami Tajowie, pyszne jedzenie i zapachy nie z tej ziemi. Kilka łodzi, a w nich kobiety sprzedające tak aromatyczne mango, że czułam ich zapach spacerując po chodniku. Kanał otoczony jest mnóstwem straganów z  tajskim jedzeniem. Nakarmiono nas tam wybornie. Serwują tam wszystko czego dusza zapragnie. Sataye z sosem orzechowym, massaman curry, pla pao (ryba grillowana w soli), khao lam (słodki ryż z mlekiem kokosowym w liściu bananowca), grillowane krewetki, mango sticky rice. Każdy znajdzie coś dla siebie.

P.S. W południe robi się bardzo tłoczno. Najlepiej przyjechać tu z samego rana.

Taling Chan jest równie ciekawy, ale bardziej turystyczny. Miałam wrażenie, że Tajów jest tam mniej niż obcokrajowców, co oczywiście nie ujmuje na egzotyce tego miejsca. Po prostu wydaje mi się, że Taling Chan ma inną grupę docelową 🙂 Najedliśmy się po uszy i zrobiliśmy setki zdjęć. To bardzo fotogeniczne miejsce. Pływające markety to niezłe modelki. Kobiety grillujące mega krewetki i robiące green papaya salad w łodziach to pierwsze skojarzenie na samo hasło Taling Chan.

P.S. green papaya salad – koniecznie dajcie się na nią namówić na Taling Chan!

Jest egzotycznie, kolorowo, pysznie! Głodni stamtąd nie wyjdziecie!

Info praktyczne:

Khlong Lat Mayom – jak dojechać:

  • Uber z okolicy Khao San – ok. 150 THB
  • Kolejka BTS do stacji Wongwian Yai, następnie taxi (info dla kierowcy: ตลาดน้ำคลองลัดมะยม) – ok. 150 THB -> Lepiej od razu weźcie Ubera 🙂

Gdzie: Soi Bang Ramat, Bang Phrom, Khet Taling Chan, Krung Thep Maha Nakhon
Godziny otwarcia: weekendy, 9:00 – 17:00

Taling Chan – jak dojechać:

  • Uber z okolicy Khao San – ok. 150 THB
  • Kolejka BTS do stacji Wongwian Yai, następnie taxi – ok. 150 THB -> Tu też od razu polecam Ubera.

Gdzie: Soi Chak Phra 17, Khwaeng Khlong Chak Phra, Khet Taling Chan
Godziny otwarcia: weekendy, 8:00 – 17:00

Który lepiej wybrać? Ja polecam Khlong Lat Mayom za autentyczność, przewagę lokalsów nad turystami i ogrom pysznego jedzenia!

Zostawiam fotki! 🙂

Khlong Lat Mayom

Taling Chan