Co zobaczyć i co zrobić na Podlasiu?

Co zobaczyć i co zrobić na Podlasiu?

Podlasie to dla mnie egzotyczna część Polski. Na każdym kroku widać tu wschodnie wpływy. Od cerkwi w każdej mniejszej miejscowości po przepyszną i przy okazji dość ciężką kuchnię. Tu czas płynie zdecydowanie wolniej, tak samo jak internet, ale to tylko zaleta. Tu nie chcesz sprawdzać co chwilę powiadomień. Możesz robić NIC i czerpać z tego przyjemność. No bo kto nie chce zjeść pysznego śniadania przed domem i godzinami leżeć na hamaku? Tu przychodzi mi na myśl shinrin-yoku, czyli japońska kultura kąpieli leśnych. Podlasie to taka lokalna wersja shinrin-yoku, bo nie ma nic lepszego od chodzenia na boso po zarosiałej trawie i wycieczkach przez puszczę. A jak znudzi się Wam leżenie do góry brzuchem, to jest też mnóstwo ciekawych rzeczy do zrobienia, no ale o tym poniżej! 😉

1. Zajrzyjcie do Tatarskiej Jurty i meczetu w Kruszynianach

Kruszyniany to wioska, w której krzyżują się trzy religie – prawosławna, katolicka i co ciekawe muzułmańska!

Miejscowość ta znana jest przede wszystkim z Tatarskiej Jurty i meczetu. Ta pierwsza to agroturystyka prowadzona przez polskich Tatarów, która niestety spłonęła w 2018 roku. Na szczęście dziś już po zniszczeniach nie ma śladu, bo gospodarstwo zostało praktycznie odbudowane. W chwili obecnej nie ma jeszcze możliwości wynajęcia pokoju, ale kuchnia działa w najlepsze! Sąsiednie Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich udostępniło właścicielem Jutry miejsce, w którym chwilowo prowadzą ich restaurację. Zjecie tam totalnie oryginalne i pyszne tatarskie dania, np. manty, płow, czeburek, kołduny tatarskie. Hitem menu jest jednak pierekaczewnik, czyli wielowarstwowe ciasto z mięsem indyczym, cebulą i masłem. Pierekaczewnik z Jurty jest certyfikowany i gospodarstwo to jako jedyne posiada prawo do używania oryginalnej nazwy. No, także widzicie – jakość stawiają na pierwszym miejscu. Ja ich kuchnią jestem zachwycona! Poza tym organizowane są tam najróżniejsze imprezy, np. Ogólnopolski Festiwal Kuchni Tatarskiej.

Będąc w Kruszynianach, trzeba też zajrzeć do meczetu! Z perspektywy Tatarskiej Jurty znajduje się on po drugiej stronie ulicy, dosłownie 2 minuty spacerem. To najstarszy, do dziś zachowany tatarski meczet w Polsce! Od maja do września (w godz. 9:00-19:00) do meczetu można wejść i posłuchać opowieści z ust przewodnika (administratora) – polskiego Tatara! Koszt biletu wstępu to 5 zł/osoba. Poza sezonem również można skorzystać z usług przewodnika, ale wtedy trzeba się umawiać indywidualnie (pod nr. 502 543 871).

Przewodnik opowiada mega ciekawie i z humorem! Usłyszeliśmy mnóstwo ciekawostek – łapcie kilka z nich:

– w Polsce żyje ok. 3000 Tatarów, najwięcej z nich na Podlasiu, później w Trójmieście, Gorzowie i we Wrocławiu,

– wielu polskich Tatarów ma polskie nazwiska, ale tatarskie imiona, np. Dżenetta Bogdanowicz (właścicielka Tatarskiej Jurty),

– przewodnik z meczetu (Tatar) ma żonę katoliczkę – żeby było sprawiedliwie ich syn wychowywany jest w wierze muzułmańskiej, a córka w chrześcijańskiej,

– Tatarzy obchodzą trzy obrzędy sakralne: ślub, pogrzeb i nadanie imienia dziecku. Na każdą z tych uroczystości tradycyjnie przynosi się słodycze. Podobno na śluby dostaje się tyle bombonierek, że oddawane są one do domów dziecka. Sam przewodnik przyznał, że Tatarzy jedzą za dużo słodyczy. 😊

Zajrzyjcie też na mizar, czyli cmentarz muzułmański, który znajduje się za meczetem. Najstarszy nagrobek pochodzi z XVII wieku!

Dla mnie to totalnie egzotyczny zakątek naszego kraju i obowiązkowe miejsce do odwiedzenia będąc na Podlasiu!

2. Skoczcie się do Krainy Otwartych Okiennic

To szlak wiodący przez trzy wioski – Trześcianka, Soce i Puchły, przy którym znajdują się typowe, podlaskie domy z okiennicami i bogatymi zdobieniami. Malowane są one na najróżniejsze kolory, a dookoła nich rosną często wysokie kwiaty. To jest totalnie sielskie miejsce! Oprócz uroczych domów znajdują się tam również piękne cerkwie, np. cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej w Puchłach czy cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance. Mam wrażenie, że tam wszystko odbywa się w trybie slow! Dla mnie to miejsce to jakaś bajka – zwłaszcza o tej porze roku (czyli w lato), kiedy zieleń jest najbujniejsza, a kwiaty kwitną jak szalone!

Wszystkie te trzy wioski znajdują się w „trójkącie”, gdzie przejechanie z jednej do drugiej samochodem nie powinno zająć więcej niż 10 minut. Musicie tylko wiedzieć, że niektóre drogi są nieutwardzone – pisze o tym tylko just in case w razie jakby Wasze samochody miały niskie podwozie. No i to też idealne miejsce na przejażdżki rowerowe!

3. Wyciszcie się w skicie w Odrynkach

Skit to miejsce odosobnienia dla mnichów, którzy chcą prowadzić surowsze życie niż w monastyrze. W Polsce istnieją dwa takie skity – męski w Odrynkach im. Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich oraz żeński w Holeszowie. Ten pierwszy założony został przez prawosławnego duchownego – Gabriela, po tym jak nie przyjął pozycji biskupa. Zamieszkawszy w skicie zajmował się zielarstwem i leczeniem ziołami. Zmarł jednak w 2018 roku. Obecnie mieszka tam dwóch mnichów.

To co jest piękne to fakt, że skit ten położony jest na rozlewiskach Narwi. Tamtejsza drewniana cerkiew, która znajduje się pośrodku podmokłych terenów prezentuje się pięknie (i tajemniczo) już z daleka! Na posesję prowadzą drewniane pomosty, za którymi znajduje się przyjemny ogród. Oprócz cerkwi znajdują się tam kapliczka i domostwa mnichów. Aha, nie ma tam biletów wstępu. Pamiętajcie, że na miejscu należy zachować ciszę (to w końcu pustelnia), a przed zrobieniem fotek lepiej zapytać o zgodę.

Wpadniecie tam koniecznie, bo to miejsce to jakaś magia. Zresztą popatrzcie tylko na fotki.

4. Zamieszkajcie w agroturystyce Sioło Budy

To najbardziej chillowe miejsce w jakim byliśmy w Polsce! Agroturystyka ta znajduje się we wsi Budy, nieopodal Białowieży. Zamieszkacie tam w typowych, podlaskich domkach! Serwowane są tam pyszne śniadanie przygotowane na bazie lokalnych produktów – ten placek drożdżowy! ❤ Na miejscu możecie wypoczywać w hamakach, zorganizować ognisko, wybrać się na wycieczkę rowerową z przewodnikiem o świcie żeby podglądać wolno żyjące żubry. Poza tym to super baza wypadowa do wszystkich miejsc opisanych w tym wpisie! My byliśmy tam już cztery razy i na pewno na tym się nie skończy! Uwielbiamy to miejsce za sielskość i klimat jaki tworzą właściciele. Więcej o Sioło Budy przeczytacie w tym wpisie.

5. Odwiedźcie Ziołowy Zakątek

To agroturystyka we wsi Koryciny, ale jaka! Goście przyjeżdżają tam nie tylko dla noclegów w tradycyjnych podlaskich domach. Miejsce to stało się popularne dzięki pięknemu ogrodowi botanicznemu, mini zoo ze zwierzętami domowymi (były tam małe kózki i owieczki #cute), restauracji, sklepikiem z ziołami i innymi lokalnymi produktami czy ryneczkiem z eko warzywami! Miejsce to znajduje się na olbrzymim terenie i jestem pewna, że każdy znajdzie tu dla siebie coś ciekawego! Tu mam tylko jeden ważny pro tip – unikajcie gorących terminów, jak na przykład długi weekend sierpniowy, kiedy Ziołowy Zakątek jest wręcz opanowany przez turytów. Samochody parkowane były nawet na pobliskich łąkach, a do restauracji kolejka była na godzinę czekania. W tygodniu podobno jest na luzaku!

Mnie najbardziej urzekł ogród z pięknymi kwiatami i najróżniejszymi ziołami. Bilet wstępu kosztuje 10 zł.  Aha, co do ziół – to można tam nawet zażywać kąpieli ziołowych! No i dla fanów ziołowych klimatów obowiązkowym punktem jest też obiad w tamtejszej restauracji, gdzie serwowane są danie pełne aromatycznych ziół właśnie i innych przypraw.

No także reasumując – do Ziołowego Zakątka warto wstąpić nawet jeśli nie ma się w planach tam noclegu! Ten ogród! ❤ Więcej informacji znajdziecie tu.

6. Poszukajcie najładniejszych cerkwi

W związku z tym, że na Podlasiu mieszka pokaźna ilość wyznawców prawosławia (to w końcu druga pod względem liczby wyznawców religia w Polsce) znajduje się tam sporo cerkwi, a w tym takie perełki jak ta w Puchłach na przykład! Możecie nawet zaplanować wycieczkę szlakiem cerkwi, bo naprawdę jest co oglądać! Zwłaszcza te drewniane, pomalowane na najróżniejsze kolory robią największe wrażenie. Jak już wiecie ta w Puchłach jest moim numerem jeden. Inne warte uwagi to te w Narwi, Trześciance, Szastałach, Nowej Woli czy w Nowoberezowie.

Puchły
Trześcianka
Nowa Wola

7. Jedzcie lokalne przysmaki

Przy tym puncie się rozpływam! Za każdym razem, kiedy jadę na Podlasie to obiecuję sobie, że nie będę się opychać. Jak się domyślacie moja asertywność spada tam do poziomu -1, bo kiedy słyszę hasło „marcinek” od razu ulegam.

W kuchni podlaskiej, dzięki bliskość Litwy, Białorusi i Ukrainy widoczne są wyraźne wschodnie wpływy. Oparta jest ona na lokalnych produktach i na tym czego na Podlasiu nie brakuje, czyli na ziemniakach! Kuchnia ta to kolejny przykład egzotyki w naszym kraju, bo przynajmniej ja przed wyjazdem na Podlasie o wielu potrawach nawet nie słyszałam. No i myślę, że im dalej od wschodniej granicy tym dania te są mniej znane. No, ale dobra – konkrety! Co zjeść? Z pewnością babkę i kiszkę ziemniaczaną. To danie przyrządzone z tartych ziemniaków i skwarków, które następnie jest pieczone. W przypadku babki później krojone na mniejsze kawałki i podsmażane. Kiedyś usłyszałam zabawną rzecz, tzn. że kiszka ziemniaczana to podlaskie sushi! 😂 Kartacze (zwane też cepelinami) to kolejny klasyk – przypominają wielkie pyzy, ale do ich przyrządzenia używa się tartych ziemniaków zarówno tych gotowanych jak i surowych. Nie można też pominąć pierogów, bo smakują tam wybornie – i te na słodko z jagodami, czy wytrawne z dziczyzną albo ruskie. To co mnie zaskoczyło to hałuszki, czyli kopytka usmażone na głębokim tłuszczu podane ze słodką śmietanką. Pyszka! Są też zupy, a w tym popularna opieńkowa czy solanka. Ta ostatnia jest podochodzenia rosyjskiego. Na bank naje się nią każdy łakomczuch, bo to treściwa micha pełna mięsa, ogórków kiszonych i co ciekawe oliwek lub kaparów. No i desery! W regionie tym króluje sękacz i mrowisko (czyli faworki oblane miodem, które posypane są makiem i rodzynkami). Inny równie popularny deser i mój faworyt to ciasto marcinek, czyli wielowarstwowy placek przekładany kremem śmietanowym. Mówię na to podlaskie tiramisu! No i obowiązkowa pozycja do kanapki, czyli sery korycińskie produkowane z mleka krowiego. Dostępne są najróżniejsze wariacje, np. z dodatkiem czosnku, czarnuszki czy orzechów. Chyba zgłodniałam! 😅

8. Wpadnijcie do Białowieży

To zdecydowanie moja ulubiona miejscowość na Podlasiu. Przed wyjazdem myślałam, że to miasteczko, coś ala Ryki, z których pochodzimy. Jak się okazało to większa wieś zamieszkiwana przez lokalną inteligencję z chillowym klimatem. Znajduje się tam siedziba Białowieskiego Parku Narodowego, Instytut Bilogii Ssaków czy Białowieska Stacja Geobotaniczna. W okolicy jest mnóstwo atrakcji, m.in. Park Pałacowy, Rezerwat Pokazowy Żubrów, Ścieżka Edukacyjna Żebro Żubra, Szlak Dębów Królewskich, klimatyczna restauracja Carska, która znajduje się na dawnym peronie stacji Białowieża Towarowa, kilka ambon, z których możecie podziwiać okolicę. No mogę tak wymieniać i wymieniać. Mam jeszcze sporo pozycji w zanadrzu, dlatego wkrótce na bloga wjedzie oddzielny wpis z listą tego co trzeba zobaczyć oraz zrobić w Białowieży i okolicy. 😊

9. Wybierzcie się na spływ kajakowy

Opcji na spływ kajakowy na Podlasiu jest mnóstwo! Przede wszystkim po Bugu czy Narwi. Ja natomiast jestem fanką spokojniejszych rzek, które wydają mi się również bardziej malownicze. W tym przypadku doskonałym wyborem jest spływ po Narewce (lewy dopływ Narwi). Praktycznie z „centrum” Białowieży można na taki spływ wyruszyć. Rzeka jest płytka, nie ma też znaczenia czy płynie się pod prąd czy nie, bo go praktycznie tam nie uświadczycie. Widoki z kajaku są totalnie sielskie! Aha, w gorące dni można się też w rzece wykąpać – w kilku miejscach jest piaszczyste dno, gdzie woda sięga zaledwie do pasa (albo i nie). Polecam wyruszyć z Przystani na Lato w Białowieży, na rozwidleniach trzymać się tylko prawej strony i dopłynąć do trzeciego mostu, za którym jest już Białoruś.

To co, kogo przekonałam do wyjazdu na Podlasie? 😊

Pracujemy na etacie i staramy się wyjeżdżać raz w miesiącu. Jak to robimy? Dowiecie się tego w tym wpisie. 😊

Ile trwał ten wyjazd: 4 dni

Ile dni urlopu potrzebowaliśmy: 1 (start w czwartek 15 sierpnia, czyli dzień wolny od pracy, urlop tylko na piątek, powrót w niedziele )

Komentarze