Przewodnik po Kalabrii

Przewodnik po Kalabrii

Mamy takie postanowienie, że przynajmniej raz w roku musimy być we Włoszech! Ostatnio sobie uświadomiłam, że faktycznie udaje nam się to już od paru ładnych lat! W tym roku padło na Kalabrię, która szybko została przeze mnie okrzyknięta europejskimi Malediwami! Już teraz możecie się domyślać jak piękny jest czubek włoskiego buta. To jeszcze nie wszystko – co powiecie na to, że to chyba najmniej odkryty region Włoch z pustymi plażami i doskonałą kuchnią? Jak dla mnie to przepis na idealne wakacje! Z resztą sami się przekonajcie! Łacie pigułkę wiedzy na temat Kalabrii!

Kilka faktów o Kalabrii

Tak tylko w ramach wstępu, żebyście mniej więcej wiedzieli o co chodzi. Jak chcecie przejść do konkretów to przeskrolujcie ten akapit.

To region położony na samym południu Italii otoczony wodami Morza Tyrreńskiego i Jońskiego. Stąd jest już tylko rzut beretem do Sycylii. Ląd i wyspę oddziela Cieśnina Messyńska, która w najwęższym miejscu ma niewiele ponad 3 km, także w pogodny dzień z miasteczka Scilla na luzie widać sycylijskie wybrzeże. Musicie też wiedzieć, że Kalabria to jeden z najbiedniejszych regionów w kraju, gdzie bezrobocie utrzymuje się mniej więcej na poziomie aż 20%! Duży wpływ na ten fakt może mieć szeroka działalność tamtejszej mafii Ndràngheta, która do niedawna była uznawana za najpotężniejszą organizację przestępczą w kraju. A poza tym to popularny głównie wśród Włochów kierunek wakacyjny. Mimo wszystko region ten nie jest na tyle „rozchwytywany” jak np. Toskania czy Wybrzeże Amalfi, żeby był szerzej promowany. Nawet teraz, kiedy byliśmy tam na początku sezonu (początek czerwca), wśród turystów słychać było głównie Włochów. I teraz ważna obserwacja (z góry sorry za szczerość, ale wiem, że zrozumiecie i może Was to przekonać do wyjazdu): to pierwsze miejsce na świecie, w którym nie spotkaliśmy żadnej chińskiej wycieczki! 😂

To takie prawdziwe włoskie południe, gdzie nikt się nie spieszy, a zasady ruchu drogowego są „mało europejskie”. Dla mnie to totalnie egzotyczna część Włoch, która przyciąga praktycznie pustymi plażami z takim kolorem wody, że głowa mała!

Jak się dostać do Kalabrii?

Samolotem! Na lotnisko w Lamezia Terme dolecicie bezpośrednio liniami Wizz Air z Warszawy (Chopin – thanks God!) i Ryanair z Krakowa. W sezonie wakacyjnym latają tu również czartery. Ceny biletów bywają naprawdę w porządku! Nam udało się je kupić za 250 zł/1 os. z półrocznym wyprzedzeniem (w obie strony rzecz jasna).

Jak się poruszać po Kalabrii?

Tu serdecznie polecam Wam wypożyczenie auta, dzięki któremu zyskacie sporą niezależność i dotrzecie bez problemu w mniej uczęszczane miejsca. Kalabryjski transport publiczny nie jest na tyle rozwinięty jak np. na północy kraju i dotarcie do mniej oczywistych miejsc jak np. Spiaggia Michelino bez auta może okazać się niemożliwe. Na dodatek lokalne drogi często prowadzą wzdłuż wybrzeża! Jeśli jednak będzie Wam zależało na czasie, a nie widokach to zawsze można wybrać opcję autostrada (darmowa), dzięki której można przemieszczać się w ekspresowym tempie.

My wypożyczyliśmy auto już na lotnisku w Lamezia Terme, co wydaje mi się najwygodniejszym rozwiązaniem. Postawiliśmy na wypożyczalnię Maggiore. Mieści się ona w budynku, w którym znajdują się stanowiska wszystkich innych wypożyczalni, tuż obok terminala. Za wypożyczenie auta w wersji mini (w naszym przypadku nowiutki Fiat 500) na 4 dni zapłaciliśmy 82 EUR (w pakiecie z podstawowym ubezpieczeniem i jednym kierowcą). Podczas płatności pobrany został również depozyt w wysokości 80 EUR, który zwrócony został zaraz po oddaniu samochodu. Na paliwo wydaliśmy natomiast 30 EUR (po przejechaniu ok. 300 km).

Domyślam się, że nie wszyscy z Was będą mieli możliwość wypożyczenia auta. Dobrą wiadomością jest to, że ze stacji w Lamezia Terme dostaniecie się w ważniejsze miejsca pociągiem. Do Tropei na przykład dojedziecie w ok. 55 minut, a bilet nie powinien kosztować więcej niż 4,50 EUR. Do Reggio Di Calabria, czyli największego miasto regionu, dotrzecie natomiast w ok. 1,5h, a ceny biletów zaczynają się od 9 EUR. Dokładne ceny i rozkłady możecie sprawdzać na stronie Trenitalia (włoskich kolei) tu. Aha, no i w przypadku pociągu widoki też bywają zacne, bo tory również wiodą wzdłuż wybrzeża!

Parkowanie auta

Przed wyjazdem naczytałam się, że parkowanie we Włoszech to często niezłe wyzwanie, bo znalezienie wolnego miejsca to mission impossible. Nie wiem o co chodzi, ale Kalabrii ten problem najwyraźniej nie dotyczy. Absolutnie nigdzie nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca, nigdzie również nie płaciliśmy za parking. Nawet na obrzeżach starego miasta w Tropei zaparkowaliśmy na luzie. Tu należy wziąć pod uwagę fakt, że byliśmy tam przed szczytem sezonu. Zakładam, że w lipcu i sierpniu sprawy mogą wyglądać inaczej.

Co zobaczyć w Kalabrii w niecałe 4 dni?

Tropea

Miasto położone na wysokich klifach, które jest niemalże wizytówką całej Kalabrii. Kamienice starego miasta zawieszone są tam na skalnych krawędziach przez co widoki są spektakularne! Do tego trzeba dodać nieziemski kolor wody w morzu i fajne plaże. Wszystko to można podziwiać z kilku tarasów! Jakby tego było mało to znajdziecie tam mnóstwo restauracji, kawiarni czy hoteli na każdą kieszeń. Miasto jest przeklimatyczne  i co najlepsze nie tam tłumów turystów jak np. w Cinque Terre (mowa o początku czerwca). To właśnie tu najlepiej rozpocząć swoją podróż po Kalabrii albo w ogóle potraktować Tropeę jako bazę wypadową.

Co zobaczyć i co zrobić w Tropei?

Santa Maria Dell’Isolam, czyli kościół na wyspie (która de facto nie jest wyspą, a skalnym wzniesieniem przy plaży). To dawne sanktuarium, które jest znakiem rozpoznawczym Tropei i must see podczas wizyty! Koniecznie wejdźcie na szczyt, bo to właśnie stamtąd rozpościera się najpiękniejszy widok na miasto i plażę! Wejście na górę jest darmowe, natomiast chcąc wejść do środka sanktuarium należy uiścić opłatę w wysokości 2 EUR.

Samo sanktuarium najlepiej podziwiać z tarasu Belvedere (przy Piazza Cannone), z którego rozpościera się najpiękniejszy widok na „wyspę”! Warto też zahaczyć o punkt widokowy Affaccio Raf Vallone, który znajduje się na końcu głównego deptaka Corso Vittorio Emanuele. Z tego drugiego punktu, zobaczycie „wyspę” z nieco innej perspektywy, bo z boku.

Koniecznie przejdźcie się wcześniej wspomnianym deptakiem Corso Vittorio Emanuele, który pełny jest fajnych knajpek i sklepów. No i oczywiście spacerujcie do oporu po wąskich uliczkach, bo to właśnie tam kryje się najwięcej uroku!

No i plażujcie, bo warunki do tego w Tropei są idealne!

Gdzie zjeść w Tropei?

W Quei Bravi Ragazzi! Serwują tam najlepszą pizzę neapolitańską w mieście! Mega polecamy tą z ndują, o której więcej przeczytacie poniżej. Coś przepysznego! Za polecenie dziękujemy Pizza Girl Patrol!

Na lody natomiast wpadnijcie do Gelateria del Borgo. Serwują tam obłędne tartufo.

Na typowo włoskie śniadanie, czyli cappuccino ze świeżym croissant polecam Bar Gelateria Da Totonno.

Spiaggia Michelino

Przepiękna, na początku czerwca praktycznie pusta plaża, z której w oddali widać Tropeę (to tylko 4 km z centrum miasta). Nie dość, że sama plaża jest super to jeszcze kolor wody jest obłędny! To właśnie tu warto skoczyć na plażowanie, jak będziecie potrzebowali odmiany po plaży miejskiej w Tropei.

Scilla

Urocze, rybackie miasteczko oddalone o ok. 75 km na południe od Tropei. Samochodem dojedziecie tam zarówno autostradą jak i lokalną drogą SS18, z czego ta druga będzie zdecydowanie gorszej jakości, przez co czas podróży się wydłuży. Musicie wiedzieć, że drogi (poza autostradami) w Kalabrii nie należą do najlepszych. No, ale sama Scilla to bajka! Dociera tam zdecydowanie mniej turystów niż do Tropei przez co klimat miasta jest totalnie lokalny.

Co zobaczyć i co zrobić w Scilli?

Ruiny Zamku Castello Ruffo wzniesionego na cyplu, który dzieli miasto na dwie części zwane Chianalea i Marina Grande. Przez swoje położenie widoki z zamku są przepiękne! Bilet wstępu nie jest drogi, bo kosztuje zaledwie 2 EUR. Udostępniany jest zwiedzającym w godzinach 9:30 – 18:00. Bardzo polecam!

Koniecznie spacerujcie po Chianalei, czyli dzielnicy rybackiej. Jej położenie może przywodzić na myśl Wenecję ze względu do domy wybudowane na samym brzegu morza! Mieszkańcy mają nawet bezpośrednie wyjścia z domostw do łódek, które cumowane są przy brzegu. Chianalea to również plątanina wąskich uliczek z uroczymi kamienicami i knajpami ze świeżymi owocami morza. Koniecznie wpadnijcie do portu, z którego jak na dłoni widać piękne zabudowania Chianalei.

Z drugiej strony miasta leży natomiast Marina Grande z fajną plażą, z której roztacza się cudowny widok na rozproszone po wzgórzu zabudowania Scilli (najfajniej to wygląda o złotej godzinie!).

No i podobnie jak w Tropei – po prostu zgubcie się w plątaninie kolorowych uliczek!

Gdzie zjeść (i nie zjeść) w Scilla?

Bardzo polecam Dalì City Pub Scilla na pyszne panini najlepiej z spada pesce (miecznikiem), który jest tamtejszą specjalnością. Dużym plusem jest to, że bar jest otwarty nawet podczas pory sjesty.

Jeśli chodzi o kolacje to trafiliśmy tak sobie – wpadliśmy w restauracji Lo Scoglio di Ulisse. Niestety miałam wrażenie, że moje ravioli było odgrzewane niepierwszy raz, a owoce morza usmażone były w nienajświeższym oleju. Sytuację ratował jedynie piękny widok. Także raczej omijajcie to miejsce.

Capo Vaticano

Czyli jakaś bajka! To przylądek położony ok. 10 km na południe od centrum Tropei. To właśnie tam podziwialiśmy najpiękniejsze widoki na skaliste wybrzeże i kosmiczny błękit wody. Są tam fajne plaże i sporo hoteli.

Wyznaczcie trasę do miejsca, które nazywa się Capo Vaticano Ricadi, bo to właśnie stamtąd roztacza się najlepszy widok. Znajduje się tam również knajpa (z nienajlepszą kawą), w pobliżu której zaczyna się szlak, który prowadzi na dół, gdzie znajduje się plaża Spiaggia di Grotticelle. No i ten szlak to jest sztos, bo wzdłuż ścieżki rosną potężne kaktusy, których zieleń fajnie kontrastuje z błękitem wody. Dla mnie to must podczas wizyty w Kalabrii! Aha, szlak nie jest wymagający – w obie strony pokonacie go w 40 minut albo i szybciej.

Tu muszę dodać, że jako bazę wypadową lepiej wybrać Tropeę, ze względu na chociażby spory wybór restauracji, których w Capo Vaticano zabrakło.

Pizzo

Kolejne urocze miasteczko, które znane jest przede wszystkim z lodów tartufo, które właśnie stamtąd pochodzą. Koniecznie wpadnijcie do Bar Dante, bo naszym zdaniem (i nie tylko) serwują tam najlepsze tartufo właśnie. Gwarantuję, że będziecie zadowoleni! My zjedliśmy trzy i wszystkie były doskonałe! Dla porównania wpadliśmy też na lodowy deser do Bar Gelateria Ercole i ten w Dante był o niebo lepszy. Także wiecie co robić.

Poza tym warto tam spacerować czy zajrzeć do zamku Castello Murat. Upewnijcie się też, że „zejdziecie na dół” na plażę, bo to właśnie stamtąd roztacza się widok na miasto położone na wzgórzach.

Hotele w Kalabrii, w których się zatrzymaliśmy

W Kalabrii spędziliśmy trzy noce. W pierwszą i ostatnią zatrzymaliśmy się w Tropei w hotelach (domach wakacyjnych) Residenza Arena i Villa Saturno. Obydwa te miejsca były do siebie w gruncie rzeczy podobne – pokoje były spore, czyste i dobrze rozplanowane. W każdym z nich była prywatna łazienka, a dla gości został przygotowany komplet ręczników. Jeśli miałabym wybrać jedno z tych miejsc to postawiłabym na Villa Saturno ze względu na bardzo dobre śniadanie wliczone w cenę noclegu i mega fajny ogródek, w którym śniadanie właśnie jest podawane. Mimo podobnej ceny (ok. 200 zł za noc/pokój) w Residenza Arena tego zabrakło. Jeśli chodzi o lokalizację to zarówno Residenza Arena jak i Villa Saturno położone są na tej samej ulicy (Contrada Paola). Zdecydowałam się na te miejsca ze względu na lokalizację poza ścisłym centrum, a co za tym idzie gwarancję miejsca parkingowego (w Residenza Arena wytyczony przed obiektem, w Villa Saturno bez problemu na ulicy). Jak już wcześniej wspomniałam, przynajmniej przed ścisłym sezonem, nie było problemu z parkowaniem na obrzeżach starego miasta. Minusem tej lokalizacji był brak chodnika prowadzącego do centrum miasta. Spacer po ulicy nie należał do przyjemnych i bezpiecznych zwłaszcza po zmroku. Wniosek jest taki, że poza ścisłym sezonem, Ci z Was, którzy postawią na wypożyczenie auta śmiało mogą bukować nocleg w centrum.

Drugą noc natomiast spędziliśmy w miasteczku Scilla – w Hotelu Scilla. No i to był noclegowy highlight całego wyjazdu! To jeden z najlepszych hoteli, w jakim zatrzymaliśmy się podczas wszystkich podróży do Italii. Znajduje się praktycznie w centrum miasteczka. Parkować można na ulicy przy hotelu lub na parkingu tuż za zakrętem. Zarezerwowaliśmy pokój z widokiem na morze, który okazał się być przeuroczy. Nie dość, że był urządzony ze smakiem to miał fajny balkon. Koszt noclegu to ok. 350 zł (dostępne są również tańsze pokoje, bez widoku na morze). W cenę wliczone jest doskonałe śniadanie, które można zjeść na balkonie. No i obsługa! Córka właścicieli, jedyna osoba która mówi po angielsku, odpowiadała na nasze wszystko pytania i chętnie podrzuciła kilka pro tipów. Także wielkie polecanko!

Kuchnia Kalabrii w skrócie

Mówi się, że kuchnia w Kalabrii należy do jednej z najostrzejszych w kraju za sprawą wszędobylskich papryczek peperoncino. Jada się tu dużo wieprzowiny oraz warzyw na czele z bakłażanem i czerwoną, słodką cebulą – cipolla rossa. No i muszę przyznać, że mimo prostoty, dla mnie to najlepsza kuchnia regionalna Włoch. Jakie składniki ją wyróżniają?

Nduja, czyli ostra kiełbasa o charakterystycznej konsystencji, którą z powodzeniem można rozsmarować po pizzy czy chlebie. W jej skład wchodzą mięso wieprzone, peperoncino i sól. W smaku przypominać może hiszpańskie chorizo. Koniecznie spróbujcie pizzy z ndują!

Fileja. Podłużny makaron, który kształtowany jest poprzez nawinięcie na metalowy pręt, przez co sos idealnie otacza makaron nawet od środka. No i oczywiście fileja doskonale smakuje z ndują i sosem pomidorowym oproszonym parmezanem.

Jak południe Italii to też owoce morza! Ryby, krewetki i kalmary smakują tam wyśmienicie! Specjalnością jest jednak miecznik (pesce spada). Koniecznie spróbujcie panini z tym ostatnim!

No i wspomniana wcześniej cipolla rossa, czyli słodka czerwona cebula, z której Kalabria słynie! Zjecie ją na pizzy czy w sałatkach. Dostępne są nawet lody o jej smaku! Kupić ją można absolutnie wszędzie – tak jak u nas truskawki w sezonie sprzedawane są przy drogach, tak tam cipolla rossa.

Nie można też pominąć bergamotki, która wygląda jak połączenie cytryny z pomarańczą. Robi się z niej soki i dżemy. Lekko kwaskowata w smaku idealnie komponuje pod postacią konfitury z croissant na śniadanie. Ta świeżo zerwana z drzewa nie nadaje się do jedzenia.

Kalabryjskie złoto zostawiam na koniec – Tartufo di Pizzo, czyli lody z których wypływa czekolada to specjalność miasta Pizzo i powód, dla którego warto przylecieć do Kalabrii. To wielka, lodowa kulka nadziana płynnym dobrem, która dostępna w różnych smakach – klasyczna orzechowa z czekoladowym (płynnym) nadzieniem obtoczona w kakao, pistacjowe i z pistacjowym kremem czy ta z białą czekoladą. Jak już wcześniej pisałam koniecznie wpadnijcie na tartufo do Baru Dante w Pizzo.

No i to tyle! Jeśli macie jakieś pytania o Kalabrię to piszcie śmiało! 😊

Jeśli podobał Wam się ten wpis to wpadajcie na mój FB, żeby niczego nie przegapić, a jak lubicie fotki to śledźcie mnie na Instagramie.

Pracujemy na etacie i staramy się wyjeżdżać raz w miesiącu. Jak to robimy? Dowiecie się tego w tym wpisie. 😊

Ile trwał ten wyjazd: 4 dni

Ile dni urlopu potrzebowaliśmy: 3

Komentarze