Pysznie, tanio, dużo! | jedzenie w Wietnamie

Pysznie, tanio, dużo! | jedzenie w Wietnamie

Prawdziwa kuchnia wietnamska to mnóstwo świeżych ziół, sos rybny, papier ryżowy, grillowane mięsa i sycące zupy. To mieszanina różnych tekstur. Zawijając chrupiący naleśnik z ziołami w delikatny papier ryżowy z prażonymi orzeszkami czuje się wszystko co najlepsze w kuchni wietnamskiej. Dużo się smaży, ale je się równie dużo świeżych warzyw. Do większości potraw dodaje się mnóstwo kolendry (w tym kolendry meksykańskiej!) i bazylii azjatyckiej, które nadają świeżości i lekkości. Oj dobrze tam karmią!

Kuchnia Wietnamu zasadniczo różni się w każdym z regionów. Na północy zjecie najlepszą zupę pho, w środkowej części kraju najlepsze owoce, na południu zaś nalepsze owoce morza i ryby. Za to w całym Wietnamie napijecie się doskonałej kawy. Wietnam bowiem jest drugim po Brazylii największym producentem kawy na świecie. Wietnamczycy wiedzą co dobre. Kawę mają wyśmienitą i piją jej naprawdę dużo. Dodają do niej lód i mleko skondensowane. Uwaga to uzależnia!

W ulicznych garkuchniach można przebierać godzinami. Ulice Sajgonu i Hanoi to przede wszystkim stragany, które serwują tak aromatyczne i egzotyczne dania, że wróciłam z dodatkowymi trzema kilogramami. Było pysznie, tanio i dużo. To słowa klucze. W Wietnamie je się PYSZNIE, TANIO i DUŻO!

P.S. Jeśli ktoś chciałby zapytać jak się mają sprawy z jedzeniem psów to nie widziałam, nie wiem i nie chce wiedzieć. Ja z tych wrażliwych, sorry.

Głodni? Ja też! To co trzeba zjeść będąc w Wietnamie? Kolejność przypadkowa!

1. Banh mi – pozostałość po Francuzach. To bagietka wypełniona różnymi pysznościami. Można ją spotkać w wielu wariantach. Najczęściej serwowana jest z pate (wietnamski pasztet), wieprzowiną, piklowaną marchewką, ogórkiem, kolendrą, majonezem i sosem chilli. Ja się zajadałam tą z tofu. Doskonała opcja na śniadanie w podróży!

2. Pho – oczywiście, a jakżeby inaczej! Pozycja obowiązkowa, must wśród mustów. Ta zupa to istny synonim Wietnamu! To wywar na bazie wołowiny (pho bo) lub kurczaka (pho ga) z noodlami ryżowymi, kawałkami mięsa, dużą ilością ziół, lionką, czosnkiem i chilli. Jada się ją nawet na śniadanie. Jest tania, pyszna i sycąca. Najlepiej smakuje w Hanoi!

3. Banh xeo – o mamusiu! Na prawdę jestem głodna! To wielki, chrupiący naleśnik z mięsem, krewetkami i kiełkami. Należy go podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć na papierze ryżowym z ziołami, zawinąć i maczać w sosie. To jedno z moich najlepszych wspomnień z Wietnamu.

4. So diep nuong mo hành – jednak to jest moje najlepsze wspomnienie z Wietnamu! To grillowane przegrzebki (małże św. Jakuba) z orzeszkami, podawane z bagietką, świeżymi ziołami i sosami. Coś przepysznego!

5.  Bun mam – aromatyczna zupa z noodlami, ziołami, mięsem (lub krewetkami) i słodkim sosem rybnym. Pyszne!

6. Cao Lau – specjalność okolic Hoi An. To sałatka na bazie noodli i mięsa z dodatkiem jaja przepiórczego i orzeszków. Każda knajpa w Hoi An to serwuje. Mięsożercom (czytaj Maciejowi) aż się trzęsły uszy.

7. White roses – pierożki również popularne w okolicy Hoi An. Zrobione są z tak delikatnego, że aż prześwitującego ciasta. Wypełnione są mięsem lub krewetkami i posypane prażoną cebulką. Jadłabym!

Na dole, z prawej strony <3

8.  Szaszłyki – za nic nie przypomnę sobie ich wietnamskiej nazwy, ale te które serwują w Hoi An nad rzeką były najlepszymi szaszłykami jakie jadłam, zaraz po indonezyjskich sate. Grilowane mięso należy zawinąć w liść pachnotki i maczać w sosie. Do tego świeża woda kokosowa i jestem w niebie.

9.  Bún bò Nam Bộ – lekka i sycąca sałatka z wołowiną, makaronem bun, dużą ilością ziół, kiełkami, prażonymi orzeszkami, chrupiącą cebulką i nieodłącznym składnikiem kuchni wietnamskiej – sosem nước chấm. Pychota!

Z prawej strony <3

10. Spring Rolls – u nas znane jako sajgonki. Kojarzymy je z zawijańcami smażonymi na głębokim tłuszczu. Wietnamczycy mają na nie wiele lepszych sposobów. Mi najbardziej przypadły do gustu te świeże, wypchane po brzegi ziołami.

11. Owoce – podobnie jak na Bali i w innych częściach Azji Południowo-Wschodniej są po prostu przepyszne. Dałabym się pokroić za siatkę mangostanów i rambutanów. Ok, duriana mogę odpuścić, ale te mangostany! 🙂

Jadłabym, jadłabym, jadłabym! Do Wietnamu warto pojechać chociażby po to żeby się najeść. Sanepid miałby dużo do powiedzenia, ale kogo to obchodzi. Najlepsze co mnie spotkało w Wietnamie to jedzenie z ulicznych garkuchni. Spróbujcie też świeżo wyciskanej trzciny cukrowej, z dodatkiem calamansi smakuje wyśmienicie. Nie bójcie się, pytajcie, próbujcie, smakujcie, rozkoszujcie się, bo jest dobrze!

To kto leci do Wietnamu?

Komentarze