Raj | Koh Lipe!

Raj | Koh Lipe!

Kiedy wyobrażałam sobie rajską plażę miałam przed oczami błękitną wodę, pochylone palmy, drewniane łódki i drobny jak mąka piasek pod stopami. Teraz kiedy myślę o raju mam przed oczami Koh Lipe. Koh Lipe to sztos. Koh Lipe to sztosiwo! Jest wszystko o czym marzyłam! Jeśli ktoś mnie zapyta, gdzie jest mój raj to bez mrugnięcia okiem odpowiem 👉 Koh Lipe!😍😍😍

Wyspa leży na samym południu Tajlandii w pobliżu granicy z Malezją. Z dala od komercyjnego Phuketu i Krabi. Ma zaledwie 3 km długości. Nie ma tu szalonych imprez i naganiaczy. Nie ma tu lotniska. Nie ma nawet przystani dla speedboatów i łodzi. Z łodzi skacze się prosto do wody, a żeby rozładować bagaże załoga ustawia się gęsiego i przerzuca kolejno plecaki i walizki. Cisza i spokój. To jest Koh Lipe.

Update, 2018: doszły mnie słuchy, że na Pattaya Beach zbudowano już pomost (przystań dla speedboatów i łodzi).

Lipe wchodzi w skład Parku Narodowego Tarutao. Oznacza to tyle – jeśli chcesz pan raju to płać pan 200 THB (niewiele ponad 20 zł) opłaty wjazdowej. Zapłaciłabym nawet 2000 (THB dla ścisłości)! Jesteśmy! Stopy zapadają się w białym piasku, morze jest tak błękitne, że aż bolą oczy, plamy kołyszą się na delikatnym wietrze, na niebie nie ma ani jednej chmury. Tajowie namawiają na taxówki. Taxówka to duże słowo, bo na Lipe prawie nie ma samochodów. Taxówka to motor z doczepianym koszem. Nie, dziękujemy panie kochany. Google mówi, że nasz hotel jest 200 metrów stąd. No i był!

Lipe ma zasadniczą wadę. Jest drogo! Biorąc pod uwagę tajskie warunki ceny są mocno zawyżone. Za noc w przyzwoitym hotelu trzeba zapłacić przynajmniej 2300 THB. A Plus Deluxe Hotel właśnie tyle kosztował. Oprócz ceny miał same zalety. Był zupełnie nowy. Miałam wrażenie, że w naszym pokoju nikt przed nami nie mieszkał. Do Walking Street (głównej ulicy z barami, restauracjami i 7eleven) mieliśmy dwa kroki. Jest dobrze!

Na Koh Lipe są trzy główne plaże: Pattaya Beach (tu przypływają łodzie i speedboaty), Sunrise Beach i Sunset Beach. Ciężko określić, która z nich jest najładniejsza, bo na każdej jest miękki piasek, kołyszące się na wietrze palmy i drewniane łódki. Jeśli miałabym wskazać swoją ulubioną, wybrałabym Sunrise Beach. Klimatyczne knajpy przy samej plaży, odpoczynek z Changiem w „bazie” na drzewie, błękitna woda, błogie lenistwo. Ulubiona piosenka w tle. Rozumiecie, ten moment kiedy wiesz, że jesteś w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Jak żyć w takich warunkach! Mamo chce do domu! 😅

A co robić (i nie robić) oprócz nic nie robienia na Koh Lipe?
👉Trzeba jeść! Spróbujcie curry z krabem, sataye, roti i naleśniki kokosowe, od sprzedawcy, który na Walking Street śpiewa: ‘Coconut donut, 10 baht, coco’! Kto był, ten go na pewno spotkał. Melodia tak wpadała w ucho, że do końca wyjazdu dawała o sobie znać 😇,
👉Napić się świeżych szejków i Changa na Walking Street,
👉Zobaczyć zachód słońca na Sunset Beach. W życiu czegoś takiego nie widziałam <3,
👉Spacerować po plażach,
👉Nie jechać na Viewpoint. Na mapie wyspy zaznaczony jest punkt widokowy, z którego jakby mogło się wydawać, roztacza się piękny widok. Nie bierzcie tego na serio. Kiedy tam dotarliśmy zastaliśmy wzgórze porośnięte bujną roślinnością, która skutecznie wszystko zasłaniała.🤔

Kiedy wracaliśmy z Viewpoint skręciliśmy w boczną drogę. Jak się okazało trafiliśmy na lokalne osiedle. Domy wyglądały bardzo skromnie. Kury biegały po zaśmieconych podwórkach. Półnagie dzieci bawiły się z wychudzonymi psami. Kobiety rozwieszały pranie. Było biednie, brudno i nieswojo. To druga twarz wyspy. Zobaczyliśmy normalne życie. Normalne życie ludzi, którzy żyją ze służenia turyście. Kolejnego dnia, w innej lokalnej wiosce zastaliśmy huczną imprezę. Muzyka na maxa. Kobiety i mężczyźni tańczyli, a dzieci urządziły sobie wyścigi rowerowe. Było biednie, ale wesoło! W głębi serca chcę wierzyć, że pieniądze, które zostawiają turyści chociaż w 1/3 trafiają do portfela ludzi, którzy dla nas tak ciężko pracują. Amen.

Jak się dostać na Koh Lipe? Jest kilka sposobów:
1. Speedboat z Koh Lanty,
2. Lot do Hat Yai + bus do przystani w Pakbara + speadboat,
3. Lot na malezyjskie Langkawi + speadbood z przystani Telaga.

W pierwszą stronę skorzystaliśmy z drugiej opcji. Wszystkie trzy odcinki podróży znajdowały się na jednym bilecie (tzw. Island Transfer), który kupiliśmy w Air Asia. Start z Chiang Mai o 6:45. Według rozkładu na miejsce mieliśmy dotrzeć o 15:00. O 13:30 leżeliśmy już na plaży. Dzięki Air Asia! Piątaczka za organizację!

W drodze powrotnej skorzystaliśmy z trzeciej opcji. Speedboatem popłynęliśmy na Langkawi. Bilet można kupić w agencjach turystycznych, których jest na pęczki na Walking Street. Koszt biletu to 1000 THB w jedną stronę. Rejs trwał godzinę. Witaj Malezjo!

W następnym wpisie dowiecie dlaczego na Langkawi miałam gacie pełne strachu! 😇

Kobkun ka za uwagę!

Komentarze