Rowerem przez Eginę

Rowerem przez Eginę

Płyniemy na Eginę! Będzie bardzo grecko, ciepło i pysznie!

Dzień zaczynamy bardzo rano. Z Placu Omonia jedziemy prosto do Pireusu. To miejscowość portowa, która należy do aglomeracji ateńskiej. Zwał jak zwał. W sumie to w dalszym ciągu część Aten. Stacja metra jest tuż przy porcie. Na ulicy panuje taki chaos, że głowa mała. Budowy, dźwigi, tysiące ludzi, uliczni sprzedawcy. O mamusiu, co tu się dzieje! Przeciskamy się między tłumami i dochodzimy do portu. Nasz prom odpływa z bramki numer 8. Wskazówka jest łatwa – żeby znaleźć właściwą bramkę należy dojść do wody i kierować się na lewo. Ciężko jest przegapić gigantyczną bramę z numerem 8.👈 W kiosku, (który wygląda jak olbrzymia pralka) wymieniamy wydrukowane potwierdzenie na bilety (tikety kupiłam online). Mamy jeszcze chwilę wiec przechadzamy się po okolicy. To co rzuca się od razu w oczy to obozy uchodźców. Śpią, jedzą i po prostu żyją niemalże pod każdym drzewem. Przykry jest widok mężczyzny w pełni sił, leżącego z fajką w gębie i oprócz palenia robiącego dokładnie NIC.

Pakujemy się na prom! Jest olbrzymi. Do wyboru mamy klimatyzowaną salę z barem albo górny pokład. Wybieramy świeże powietrze i przyjemny grecki wiatr. Dopływamy do miejscowości Egina. Rejs trwał około godziny. Jest przeuroczo. Taką Grecję kocham najbardziej. Greckie wyspy są cudowne!

Szukamy wypożyczalni rowerów. Nie trwało to długo. Po 10 minutach rozklekotane rowery były nasze. W zamian za 5 EUR dostałyśmy po starym składaku z koszykiem przymocowanym na słowo honoru. Jest klimat! jedziemy wzdłuż wybrzeża w poszukiwaniu plaży. Krajobraz jest taki jak sobie wyobrażałam. Z jednej strony gaje oliwne, białe domki, różowe kwiaty, z drugiej turkusowa woda, a w oddali góry. Jedziemy dobre 40 minut, a po przyzwoitej plaży ani widu, ani słychu. Niemalże prosto z ulicy można wejść do morza. Plaży brak, tylko sterty wysuszonych glonów! Ale jak to?! W końcu docieramy do pseudo plaży. Są parasole i leżaki. Nie nazwałabym tego jednak ładną plażą. No trudno, bierzemy pierwszy lepszy leżak, cieszymy się słońcem i ciepłą wodą. Po trzech godzinach zaczyna mi się nudzić. Ileż można leżeć! Bierzemy rowery i wracamy do miasteczka. Robimy kilka przystanków, bo widoki są niezłe!

Docieramy do miastecza. Przeciskamy się przez wąskie uliczki, dokoła kolorowe domki, stragany z soczystymi owocami, suszące się ośmiornice, małe restauracje i zapach morza. Czy już mówiłam, że kocham Grecję? Oddajemy rowery i idziemy na wyżerkę. Tu za talerz super świeżych kalmarów płacimy 6 EUR. Na wyspie ceny są bardziej przyjazne niż w Atenach. Jest dobrze!

Teraz pro tip!  Będąc w Atenach na Eginę po prostu trzeba się wybrać! 😎 Nie ma tu mega zabytków i rajskich plaż, ale jest po prostu przeuroczo. Miasto Egina w niektórych momentach przypomina kreteńską Chanię, dobrze tu karmią i jest tanio. Fani pistacji będą zachwyceni, bo wyspa z nich słynie! Jadłam nawet nutellę z pistacji. No zacna była!
Po południu siedziałam w porcie i gapiłam się przed siebie popijając kawę po grecku. Lubię takie chwile, lubię się zatrzymać w podróży i nie pędzić jak szalona chociaż przez chwilę. A Wy?

Info praktyczne:
– z Aten na Eginę dostaniecie się z portu w Pireusie. Do wyboru jest kilka promów i wodolotów. Z mojego researchu wynika, ze najlepiej skorzystać ze strony Saronic Ferries. Tu znajdziecie  rozkłady i kupicie bilety online. Ja płynełam promem Poseidon Hellas – rejs w obie strony kosztował 17 EUR.
– bilety kupione on-line należny wymienić w kiosku w porcie (bramka 8, tuż przy promie),
– na miejscu warto wypożyczyć rower, cena za cały dzień to około 5 EUR.

Zostawiam kilka fotek! Ευχαριστώ za uwagę! 😇

Komentarze