Rzuć wszystko i jedź na Bali!

Rzuć wszystko i jedź na Bali!

Rzuć wszystko i jedź na Bali, czyli 5 powodów dla których warto przyjechać na zielony koniec świata.

1. Ludzie, wiecznie uśmiechnięci ludzie! Tubylcy cieszą się z życia, mimo że mają dwie kury i dom z przeciekającym dachem. Żyją bardzo skromnie, ale uśmiech rzadko schodzi z ich twarzy. Fakt, turystów traktują jak chodzące skarbonki z niekończącą się liczbą banknotów, ale nie można im zarzucić opryskliwości czy nieuczynności. Potrafią się śmiać wniebogłosy i cieszyć z życia, które często graniczy z ubóstwem. Oczywiście to co widzą nasze europejskie oczy z pewnością często jest na pokaz, ale czy uśmiech balijskiego kierowcy, który prawie umarł ze śmiechu na widok odbierającego telefon kapłana w świątyni jest wymuszony? Nie wydaje mi się 🙂

2. Jedzenie! O mamusiu! Jak tam karmią! Sate i nasi campur to jedne z najlepszych rzeczy jakie w życiu jadłam! Przyrzekam na własnego bloga, Wasze brzuszki będą bardziej niż usatysfakcjonowane 🙂

3. Klimat. Nie chodzi mi o pogodę, ale o ducha wyspy. Rano budził mnie zapach świeżego, podeszczowego powierza, krok dalej zapach kadzideł, a dwa kroki dalej zapach smażonego nasi goreng. Uliczny gwar! Uwielbiam gwar azjatyckich ulic, a Ubud spełniło moje oczekiwania na 100%. Święta! Co powiecie na ponad 100 dni świątecznych w roku? Czemuż by czegoś nie po świętować, spędzić czas z rodziną, zrobić coś pysznego do jedzenia? Nie dwa, czy trzy razy do roku, ale ponad 100?

4. Balijski hinduizm, jedyna taka odmiana tej religii na świecie. Nigdzie nie znajdziecie takich świątyń jak na Bali. Balijska odmiana hinduizmu to nie tylko głęboka wiara tubylców, ale też styl życia. Równoważenie dobra i zła jest na porządku dziennym. Wierzy się w dobre i złe duchy, zostawia się dla nich kwiaty, ryż, pieniądze, a nawet papierosy w najróżniejszych miejscach. Tradycja jest silnie zakorzeniona, mimo ogromu turystów z Zachodu. To bardzo cenię w Bali.

5. Widoki! Wiecie ile bym teraz dała, za to żeby jeszcze raz zobaczyć te soczyście zielone pola ryżowe, mistyczne świątynie, ogrody inne od wszystkich czy klify? Odpowiedź jest chyba jasna, dużo! 🙂 Jeśli komuś przeszło przez myśl, że na Bali nie ma nic oprócz plaż i imprez jest w dużym błędzie. Owszem, wyspa jest postrzegana jako jeden, wielki kurort pełen komercji i zachodnich wygód. Oczywiście, to też znajdziecie, ale Bali oferuje o wiele więcej niż drink w basenie. Cudowne wodospady, świątynie, ogrody na wodzie, tarasy ryżowe, które wyglądają jak przerobione w photoshopie, malownicze urwiska. Dla tych widoków jestem gotowa jeść zupki chińskie przez 11 miesięcy w roku i odkładać pieniądze na bilet i chatkę gdzieś w środku dżungli!

Mogłabym tak pisać i pisać, dodać że temperatura rzadko schodzi poniżej 30C, że skarpetki i długie spodnie wcale nie będą Ci potrzebne, że jest tanio, że za grosze można pójść na masaż albo zrobić sobie tatuaż, że nikt nie wlepi Ci mandatu za przejście na czerwonym, że żyje się spokojniej, że piekarnik wcale Ci nie jest potrzebny, bo obiady i kolacje w warungach są tańsze niż kanapka u pana kanapki.

Przekonałam Was chociaż trochę? 🙂

Komentarze