AzjaMalezja

Wyspy Perhentian: informacje praktyczne, porady, wady i zalety

Na Perhentiany jechaliśmy z jedną myślą w głowie 👉 totalny chill out. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, bo kiedy plaża z palmami i ciepłe morze z rafą koralowa są na wyciągniecie ręki, nie da się nie wrzucić na luz. Odpoczęliśmy na maxa, ale czy wszystko było fajne? Przekonajcie się!

O co właściwie chodzi?

Perhentiany to dwie niewielkich rozmiarów wyspy położone w pobliżu północno-wschodniego wybrzeża Półwyspu Malajskiego w stanie Terengganu. Większa z nich to Beasr, mniejsza natomiast to Kecil. Od stałego lądu oddalone są o ok. 19 km, gdzie podróż speedboatem zajmuje ok. 30 minut. Serce obydwu wysp porośnięte jest bardzo gęstym lasem, co raczej uniemożliwia spacery z jednego krańca na drugi. Wysp również nie da się okrążyć na pieszo ze względu na częściowo skaliste wybrzeże. Wszystkie kurorty znajdują się tylko i włącznie przy plażach, między którymi można się przemieszczać tzw. water taxi. Przyjeżdżają tu turyści spragnieni słońca i ciekawi podwodnego świata, bo rafy koralowe to najlepsze co wyspy mają do zaoferowania.

Ważne info i pro-tip 👉 na Perhentianach nie ma bankomatów. Przed przyjazdem wypłaćcie gotówkę! W niektórych resortach można płacić kartą, ale warto się wcześniej upewnić mailowo jak faktycznie mają się sprawy na miejscu.

Kiedy przyjechać?

Musicie wiedzieć, że Wyspy Perhentian są całkowicie zamykane podczas pory monsunowej, która trwa zazwyczaj od ok. listopada do marca. Oznacza to tyle, że wszystkie hotele oraz restauracje są nieczynne aż do czasu, kiedy pogoda pozwoli na ponowne otwarcie. Jeśli wybieracie się na wyspy pod koniec października/na początku listopada lub pod koniec lutego/na początku marca to proponuję napisać maila do hotelu, w którym chcielibyście się zatrzymać, z pytaniem o sytuację pogodową na miejscu. My na Perhentianach byliśmy w drugiej połowie września i było super słonecznie przez cały pobyt. Pamiętajcie jednak, że pogoda jest nieprzewidywalna i nawet w środku pory suchej potrafi lać jak z cebra. Tu nie ma złotej rady. Po prostu unikajcie okresu od listopada do marca, a w pozostałe miesiące miejcie z tylu głowy fakt, że deszcz może się zdarzyć. W porze suchej będzie on najczęściej intensywny, ale zazwyczaj krótkotrwały.

Którą wyspę wybrać?

Perhentian Besar (Big Island) jest tą spokojniejszą. Nie ma tu tzw. walking street, czyli deptaka handlowego ze sklepami i restauracjami. Przy większości plaż znajduje się przynajmniej jeden resort z restauracją oraz sklepem z bardzo podstawowymi artykułami. Plaże są kameralne i nie ma tam tłumów turystów, co było dla mnie totalną odmianą po wizycie w ekstremalnie zatłoczonej Tajlandii.

Perhentian Kecil (Small Island) jest natomiast bardziej imprezowa. Z pewnością odnajdą się na niej backpakersi, którzy szukają bardziej budżetowego zakwaterowania. Przy Long Beach znajdziecie resorty oraz namiastkę nocnego życia, bo znajduje się tam kilka barów i restauracji. Nie jest to jednak najlepsze miejsce do plażowania, bo cumuje tam opór łódek, które utrudniają kąpiele w morzu. No i rzecz jasna przez to nie ma tam rafy koralowej.

My zatrzymaliśmy się na Perhentian Besar, co wydaje mi się dobrym wyborem ze względu ciszę (#starość) i całkiem ładną, kameralną plażę. To czego mi brakowało to większego wyboru restauracji i sklepów. Tam byliśmy skazani tylko na hotelową knajpę, w której jedzenie i serwis pozostawiały dużo do życzenia. Podobnie było ze sklepem, którego zaopatrzenie było w opłakanym stanie. Niestety jest to problem wszystkich plaż na obydwu wyspach i w tym przypadku raczej nie znajdziecie złotego środka. Wyspy tak mają i już.

Który resort wybrać?

Musicie wiedzieć, że na Perhentianach stosunek ceny do jakości zakwaterowania jest mega kiepski. Standard jest zdecydowanie gorszy niż na stałym lądzie. Ceny natomiast to kosmos biorąc pod uwagę to co otrzymujemy.  Na wyspach bardzo popularne są bungalowy (chalet). Ich ceny zaczynają się od ok. 100-120 PLN, ale w takim przedziale znajdziecie bardzo, ale to bardzo podstawowe zakwaterowanie bez klimatyzacji i śniadania. Pamiętajcie, że ceny w knajpach są mocno wygórowane więc śniadanie wliczone w cenę noclegu jest naprawdę ważne. Oczywiście wszystko zależy od Waszych oczekiwań, ale raczej unikałabym zakwaterowania przy Long Beach na Perhentian Kecil, bo tak jak wcześniej wspomniałam, plaża nie sprzyja kąpielom i nie jest najczyściej. Za przykład mogę podać całkiem niezły ośrodek Mimpi Perhentian, który znajduje się przy samej Long Beach. Hotel sam w sobie wygląda dobrze, ale jego zaplecze to małe wysypisko śmieci. Poza tym znajduje się tuż przy jetty (molo z przystanią dla łodzi) przez co często może być głośno. Ja Long Beach mówię nie.

Long Beach

Resorty przy PIR Beach na Perhentian Besar wyglądały za to całkiem w porządku (np. Perhentian Island Resort). Plaża jest tam długa i każdy powinien znaleźć cichy zakątek dla siebie. Jest tam kilka resortów więc tu plusem jest możliwość wyboru restauracji. Aha, no i najważniejsze 👉 PIR Beach znajduje się przy zatoce, w której bez większego wysiłku można spotkać żółwie giganty! 😍

PIR Beach

My natomiast, po dogłębnej analizie opinii na bookinu i tripadvisorze, postawiliśmy na Tuna Bay Resort, który znajduje się przy plaży Tuna Bay. Resort składa się z bungalowów oraz restauracji. Domki były całkiem w porządku, ale znowu się powtórzę – nie były warte swojej ceny 👉 2 osoby/noc w domku z widokiem na plażę, ze śniadaniem 450 zł! Dużym plusem okazało się właśnie śniadanie. Do wyboru było mnóstwo dań zarówno lokalnych jak i standardowych, czytaj: nasi lemak czy jajecznica i tosty. Niestety obsługa i ceny w resortowej restauracji pozostawiły niesmak. Tu posłużę się przykładem: zaraz po check-inie wybraliśmy się na lunch. Kelnerka przyjęła zamówienie i odeszła. Po 20 minutach nie dostaliśmy nawet zamówionych napojów podczas kiedy inni otrzymali już gotowe dania. Kidy przypomniałam się przy barze okazało się, że takie zamówienie nie zostało przekazane dalej. Niemniej jednak Tuna Bay Resort wyglądał na jedną z lepszych opcji noclegowych. Pokoje mimo wszystko były w porządku, plaża również, ale najważniejsze kryło się pod wodą! Uwaga – nasz domek i rafę koralową dzieliło jakieś 20 metrów! ❤

Tuna Bay Resort

Co robić na Perhentianach oprócz błogiego lenistwa?

– Snurkować (a Ci z Was, którzy potrafią – nurkować)! Myślę, że 60% całego pobytu spędziłam pod wodą, bo te rafy to jakiś sztos! Najpiękniejsze jest to, że one są tak blisko. Wystarczy zanurzyć się do pasa! Aha, nie martwcie się o sprzęt. W każdym resorcie maskę z rurką wypożyczycie za grosze (w Tuna Bay 5 RM za dobę, czyli ok 4,5 zł).

P.S. żeby snurkowanie było naprawdę udane nie trzeba nawet inwestować w spacjalne wycieczki, ale Ci z Was którzy są spragnieni większych wrażeń mogą postawić na kilkugodzinny rejs do miejsc, w których rafy już na serio urywają wiadomo co. My wybraliśmy się na wycieczkę dokoła wysepki Rawa, którą bardzo polecam. Snurkując przy Rawa czułam się jak w programie z National Geographic! 😇 Koszt takiej wycieczki to 60 RM (ok. 55 zł ) per osoba za 3h.

– Wypożyczcie kajak! Wody morza południowochińskiego są na tyle spokojne (i ciepłe), że będziecie się czuć jak na jeziorze. My mieliśmy ambitny plan opłynięcia całej Wyspy Besar w jeden dzień. Po kilku godzinach plan ten okazał się być zbyt na wyrost. Wiedzcie jednak, że kajak to super sprawa, bo dzięki niemu będziecie mogli dopłynąć do niezagospodarowanych, bezludnych i rajskich plaż! P.S. mieć całą plażę z pochylonymi palmami dla siebie to piękna sprawa. Potwierdzone info! Nas wypożyczenie kajaku na cały dzień kosztowało 60 RM (ok. 55 zł) per 2 osoby.

– Zróbcie sobie beach hopping! Dzięki water taxi będziecie mogli poznawać uroki różnych plaż. Złapanie takiej taksówki to nic trudnego, bo przy molo (które znajduje się na większości plaż) zazwyczaj ktoś sam wychodzi z propozycją ‘podwózki’. Aha, ceny są z góry ustalone i (jak na Perhentiany przystało) nie należą do najtańszych, np. Tuna Bay – Long Beach 15 RM od osoby (ok. 14 zł), Tuna Bay – PIR Beach 10 RM od osoby (ok. 9 zł).

– Wybierzcie się na Jungle Trekking. Razem z przewodnikiem będzie mogli wybrać się na spacer po najprawdziwszej dżungli! Taka atrakcja również oferowana jest przez resorty.

Jak się tu dostać?

Na Perhentiany dostaniecie się z przystani (jetty) w Kuala Besut. Łodzie odpływają stamtąd kilka razy dziennie. Ich rozkłady sprawdzicie na tej stronie. Możecie tam również kupić bilety. Podróż w obie strony kosztuje 70 RM (ok. 63 zł) od osoby i będzie trwać ok. 30 – 45 minut w przypadku rejsu speedboatem. Weźcie pod uwagę to, że jeśli dotrzecie do Kuala Besut Jetty po 17:00 to może się okazać, że następna łódź odpływa dopiero kolejnego dnia. Warto zaplanować podróż tak żeby w Kuala Besut być jak najwcześniej. Kolejna ważna rzecz jest taka, że łodzie powrotne na ląd odpływają tylko trzy razy dziennie: o 8:00, 12:00 i 16:00.

Do Kuala Besut dostaniecie się autobusem z wielu miast. Rozkłady autobusów możecie sprawdzić na tej stronie. Inną, najszybszą opcją jest lot do Kota Bharu (np. linią Air Asia, Malindo czy FireFly z KL czy Penang), a stamtąd przejazd taksówką do Kuala Besut Jetty. Loty można znaleźć w naprawdę przystępnych cenach. My z lotniska Subang w KL przylecieliśmy do Kota Bharu za niecałe 100 zł per osoba i to z bagażem nadawanym w cenie. Pro-tip 👉 porównujcie ceny w różnych liniach lotniczych. Czasem lot Air Asia może być tańszy, ale tam za bagaż nadawany trzeba dodatkowo zapłacić. W Malindo, które też są tanimi liniami, bagaż nadawany (do 15 kg) jest wliczony w cenę biletu!

My skorzystaliśmy z transportu zorganizowanego przez nasz resort. Koszt takiej usługi został wliczony do rezerwacji (120 RM, czyli ok. 108 zł od osoby w jedną stronę) w której skład wchodziły: odbiór z lotniska w Kota Bharu, przejazd taksówką do Kuala Besut i rejs do Tuna Bay. Było to naprawdę wygodne rozwiązanie. Cena była przystępna i nie traciliśmy czasu na transport publiczny. Weźcie pod uwagę to, że w Malezji usługi publiczne w tym transport często działają na zwolnionych obrotach, a Malajowie lubią ‘kazać’ na siebie czekać. 😅

Podsumowanie

Zalety Wysp Perhentian

1. Cudowne, czyste i mega ciepłe Morza Południowochińskie, z którego można w ogóle nie wychodzić!

2. Rafy koralowe, które są mega sztosem! Serio, nie jestem urodzonym nurkiem, ale podwodny świat Perhentianów tak mnie fascynował, że większość czasu spędziłam pod wodą z GoPro w ręce!

3. Fajne plaże! Czasem można znaleźć totalnie bezludne (właśnie dlatego warto wypożyczyć kajak!).

4. Mało turystów! Powaga, w porównaniu do sąsiedniej Tajlandii można powiedzieć jest tam praktycznie pusto!

Wady Wysp Perhentian

1. Ceny. To już wiecie, ale podam Wam przykłady: mega popularne smażone noodle char kwai teow w Tuna Bay Restaurant kosztują 25 RM (ok. 22 zł), a na lokalnym markecie czy w knajpie na Penang ok. 6 RM (ok. 5,40 zł). Kolejny przykład: nocleg w Tuna Bay Resort 450 zł/2 osoby,  natomiast w pięknym apartamentowcu z basenem typu infinity w KL: 250 zł/2 osoby, gdzie standard był o niebo lepszy.

Domyślam się jednak, że np. transport na wyspę jest o wiele trudniejszy niż na stałym lądzie, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Biorąc pod uwagę malezyjskie warunki ceny ne Perhentianach nie są podyktowane niczym konkretnym oprócz chęci naciągania turystów, którzy są skazani na lokalne usługi.

2. Jakość jedzenia typu „i tak zeżrą”. Jeśli jesteście na diecie to poważnie rozważcie podróż na Perhentiany albo uzbrójcie się w swój prowiant.

3. Uboga baza noclegowa. Biorąc pod uwagę fakt, że to totalnie turystyczne miejsce hoteli jest tu jak na lekarstwo. Większość z nich jest niestety w opłakanym standardzie.

4. Kiepska infrastruktura. Chodzi mi tu o restauracje, bary czy sklepy. Na wakacjach lubię wieczorem przejść się ulicą z knajpami, która tętni życiem. Na Perhentianach tego zabrakło. Tam życie toczy się tylko i wyłącznie na plażach, a wieczorami w resortowych knajpach. W razie chęci przemieszczenia się będziecie uzależnieni od water taxi, których stawka po zmroku podwaja się. P.S. nie ma tam też żadnego 7eleven i czy innych sklepów typu kombini.

Moje odczucia co do wysp są mieszane. Z jednej strony mało ludzi, super rafy i masa zieleni. Z drugiej słabe,  przecenione jedzenie i brak tego „czegoś” co powoduje, że chce się tam wrócić. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chce wyjść na taką, co tylko wybrzydza i nic mi nie pasuje. Płynąc na Perhentiany w głowie miałam obrazki z Koh Lipe, a zastałam coś innego, ale niekoniecznie złego. Może to już wiek robi swoje (trzydziestka to nie przelewki 😂), a może miałam zbyt wygórowane oczekiwania? Chyba musie sprawdzić sami. 😉

Komentarze